piątek, maja 26, 2017

Szybka sałatka - Słońce Santorini


A było to tak. W niedzielę mieliśmy iść do mamusi na imieniny. Każdy miał coś zrobić , zeby było jej  lżej.
Zapomniałam w ząb , piec zastrajkował, trzeba było się nim zająć, w domu sporo do ogarnięcia bo mąż zjechał i pralka chodziła kilka razy. Do tego zamieszanie jakieś bo mi się wszyscy pod nogami kręcili, łącznie z kotem. Kongo dosłownie. No i wyleciało z głowy, że każdy miał coś przynieść.
Po porannej mszy, wdepnęłam do Biedrony. W głowie pustka, wszystkie przepisy uleciały w niebyt. Zastosowałam metodę - wymieszać wszystko to co lubię.
Zaraz po prawej były sałaty, kawałek dalej feta, jeszcze kawałeczek dalej szyneczka i potem małe pomidorki po lewej stronie. Do tego czarne, drylowane oliwki ze słoiczka.
No i starczy.
W domu wymieszałam wszystko z jogurtem naturalnym z odrobiną majonezu.
Sałatka jak talala. Szynki może bym nie kupowała ale , że panowie lubią , to coś dla nich też trzeba było wrzucić.

Składniki

- mieszanka kolorowych sałat
- czarne oliwki
- feta
- małe pomidorki
- szyneczka w plastrach
- jogurt naturalny i kilka łyżek majonezu
- zielenina. U mnie koperek akurat

Sałatę opłukać, można osuszyć lekko zawijając ją w czystą ściereczkę i kręcić w powietrzu zgodnie ze wskazówkami zegara. :)
Pomidorki przekroiłam na pół, są takie słodkie, bardzo je lubię.
Szyneczka została pokrojona w cieniutkie paski. Feta pokrojona w kostkę.
Do jogurtu dodałam 4-5 łyżek majonezu i dobrze wymieszałam. Wlałam do miski i i wytarzałam wszystkie składniki.
Na górę posypałam zielony koper..
Nie dodałam soli , ani pieprzu. Feta słona, oliwki też dosyć słone, szynka tak samo.
Wszystko smakowało , jak trzeba.

Pewnie można sobie modyfikować smaki pod własny gust. Może lepsza byłaby oliwa do skropienia , ale tak lubię majonez.



Pełna micha zawędrowała na mamusiny stół.
- Co to za sałatka?- słyszę pytania.
- eee..? Słońce Santorini - to była moja pierwsza myśl .

Nie wiem czy nazwa współgra ze składnikami ale pod tą nazwą została zapisana w przepiśniku. :)

Błyskawiczne piątki - Dołącz i Ty :)






Czytaj dalej »
Blogger Widgets

środa, maja 03, 2017

Welon niemocy


Prawie miesiąc minął od ostatniego wpisu. Wychodzi na to, że zrobiłam sobie urlop. Czasami trzeba.
I nadal chyba będzie nieciekawie . Nagle w życiu realnym dzieje się więcej, bardziej intensywnie i mocniej. Po drodze złapałam też małego doła, może nawet jest to całkiem spory dół. To też muszę przeskoczyć. Idzie jednak ku lepszemu, w końcu nie może być cały czas kiepsko.
W sumie sprężyć się trzeba i nabrać energii do działania.
Siadałam czasami przed pustą stroną, z myślą, żeby coś napisać. I nic. Patrzyłam , jak sroka w gnat i zero reakcji . Odpuściłam sobie.
Niemoc spłynęła, jak welon i ogarnęła mnie doszczętnie. Wyrywanie się nic nie dało.
Trzeba to przeczekać.

Za chwilę obiadek , po południu odpoczynek a wieczorem grill z dziećmi.
Bałam się, że pogoda nie pozwoli ale słoneczko  jest tam, gdzie powinno.
Nie wiem czy to coś z ciśnieniem, czy coś innego ale chodzę śpiąca w dzień i w nocy.
Nadganiam czytanie ksiązek, dobre i to. Trzeba się jakoś ogarnąć :)

Miłego popołudnia kochani :)


Czytaj dalej »

czwartek, kwietnia 06, 2017

Przy porannej kawie- Pięćdziesiątka i makijaż


Moja babcia zawsze powiadała - Im kobieta starsza, tym makijaż musi być delikatniejszy.

Myślę, że coś w tym jest.
Mam swoje zasady , swoje ulubione kolory i przyzwyczajenia. Przyznam, że trudno przychodzi mi zmiana  koloru cieni, szminki, czy sposobu malowania. Może inaczej już nie potrafię. Nie znam się też na trendach, nie bardzo śledzę , jaki makijaż modny w danym sezonie. Chyba z tego po prostu wyrosłam. Nie przesadzam z ilością kosmetyków w łazience, bo z doświadczenia wiem, że jak będę ich miała za dużo, po prostu będą leżeć. Kiedyś tak miałam ze szminkami. Zakupione, bo kolor mi się podobał a potem nie używałam, szminki jełczały i trzeba było wyrzucić.
Dodam tylko, że makijaż to indywidualna sprawa i nie mam zamiaru nikomu nic dyktować. Nie jestem kosmetyczką ani wizażystką. Jestem zwyczajną kobietą w średnim wieku.
Opisuję tylko, jak to u mnie wszystko wygląda.

Co tam mamy na twarzy po pięćdziesiątce ?
U mnie to, co następuje;
- zmarszczki mimiczne
- zmarszczki niewiadomego pochodzenia
- pogłębione bruzdy przy nosie
- farfocle, pudy (falujący zarys twarzy )
- rozszerzone naczynka
- rozlane piegi albo plamy, piorun wie co to
- dziwne owłosienie

O szyję nie zahaczę bo na nią nie mam rady. Wisi , jak się jej podoba. Niezbyt jędrna i niemiła dla oka.

Grzechy;
- Nie przepadam za chodzeniem do kosmetyczki. Co jakiś czas idę wyregulować brwi i pozbyć się wąsika. Czasami manicure i pedicure. To częściej latem.
A powinnam od czasu do czasu oczyścić konkretnie twarz, zadbać o skórę.


To taki z tych większych grzeszków. Może są i inne o których nie wiem, albo nie pamiętam w tym momencie.

Staram się systematycznie robić peeling enzymatyczny i nakładam maseczki. Przede wszystkim chcę nawilżyć skórę.

Co jest podstawą dobrego makijażu?
Jak dla mnie - dobry krem. I to krem na noc.
Byle dopasowany do naszej skóry. Nie musi być drogi, ważne by działał. Chociaż na kremie staram się nie oszczędzać. Na niezbyt gładkiej skórze, mało nawilżonej, makijaż wygląda nieciekawie. Gdy skóra zdrowa to i kobieta promienieje.
I tego staram się trzymać.

Gdy byłam młoda, lubiłam się opalać. Może te plamki pigmentu, naczynka, i inne nieciekawe sprawy, to przez opalanie. Kto wie.
Teraz już nie leżę plackiem na słońcu. Jeżeli twarz się opali, to tylko w ruchu, podczas prac w ogrodzie albo spacerów. Czasami nawet noszę kapelusz.
W sumie opalam się szybko ale twarz zawsze bledsza. Wtedy do akcji wkracza samoopalacz.
Byle nie za mocno, takie cuda już widziałam i nie wygląda to ładnie. Samoopalacz ma w końcu troszkę inny odcień.

Co robię ze zmarszczkami?
W sumie nic nie robię. Wklepuję krem i tyle. Zrezygnowałam już z korektora bo tylko podkreśla zmarszczki u mnie. Chociaż robiłam to delikatnie i w niewielkiej ilości. Tak samo zbyt wielka ilość podkładu. Dochodzą jeszcze mocne okulary + 4,75.
Nie trzeba wyobraźni, by wiedzieć , jak to wygląda. Wszystko mocno powiększone.
Dlatego staram się nie przesadzać z podkładem.
Podkład oczywiście dobrany do skóry, w miarę kryjący. Z tym to jednak różnie bywa, wiadomo, zanim się nie posmarujesz,  to nie wiesz co wyjdzie..
Skórę mam suchą ale nos i czoło zawsze się świeci.

Kiedyś chciałam być idealna, ładnie umalowana, z ładnym okiem i matową skórą.
Dzisiaj myślę już inaczej.
Zmarszczek będzie tylko więcej, choćby nie wiem , jak się starać. No i dobrze. Nic nie wymyślę.
Dobry krem sprawi, że można to w miarę spowolnić.
I najważniejsze, doszłam do tego, że mogę sie świecić. I tak tego nie ogarniam.
Wiecie kiedy  to się stało?
Pewnego, letniego i gorącego dnia, ujrzałam idealnie matową panią z mocnym makijażem.
Wszyscy dookoła spoceni, rozgrzani i świecący , a jedna pani matowa. Troszkę , jak w masce.
Dziwnie to wyglądało, ale może ja się nie znam. W każdym razie mało naturalnie.

Zatem jaki makijaż, zależy od pogody. Nie licząc oczywiście imprez, spędów i potańcówek. To już inna kategoria.

Lato;

Zakupy, wyjście do miasta;
-Delikatnie nałożony podkład, puder mineralny, czarne rzęsy, roztarta, czarna kreska, którą rozcieram ciemniejszym cieniem. Czasami tym niebiesko stalowym, czasami tym do brwi i jasna szminka. Odrobinę brązu kładę na powieki bo opadają. Czasami musnę policzki opalonym brązem w kulkach.
Perfumy

Przy wielkich upałach, gdy twarz już trochę opalona, bywa, że maluję tylko rzęsy . A podkład tylko tam, gdzie widać naczynka. Do tego błyszczyk albo szminka. Perfumy

Gdy przychodzę z zakupów, zmywam makijaż. Podczas upału lubię być goła na twarzy. Mogę wtedy spokojnie opłukać się chłodną wodą  gdy jest mi gorąco.

Gdy pracowałam , makijaż był niezbędny. Podczas upałów , strasznie mi przeszkadzał.
Dziwne, bo gdy byłam młoda, nie miałam z tym problemu.

Wyjazd nad wodę, plażę. Makijażu brak. Perfum też nie używam.
Pamiętam, że kiedyś taka mądra byłam, pojechaliśmy nad morze. Chciałam być ładna i podkład nałożyłam,   plamki tak mnie drażniły.
Wszyscy wróciliśmy pięknie opaleni, ja też. Tylko , że jak zmyłam fluid z twarzy, wyskoczyła spod niego przeraźliwie biała maska. Wyglądałam co najmniej dziwnie. Od tego czasu, na plażę zabieram to co Bozia dała. Zmarszczki, plamki i co kto chce. Nikomu nic do tego a mnie jest o wiele wygodniej. No i nie muszę pływać z wyciągniętą szyją, żeby twarzy nie zamoczyć.
W zasadzie zmarszczki mi nie przeszkadzają, bardziej drażnią mnie nierówności w kolorycie skóry. Co zrobić, jak się tak trafiło. Fajnie by było mieć ładną skórę ale, jak nie ma, to trzeba się cieszyć z tego co jest.

W inne pory roku maluję się w zależności od sytuacji. Przeważnie jest to podkład, puder mineralny, zaznaczone policzki, roztarta kreska na górnej powiece i te dwa cienie, które widać na zdjęciu. Ten niebieski podchodzi po szary. Czasami tylko brąz. Potem rzęsy i przeważnie czerwona szminka w odcieniu chili. Czerwona szminka nawet na co dzień , chociaż wtedy nakładam ją palcem i rozcieram bo wygląda naturalniej i delikatniej. Brwi też maluję odpowiednim cieniem.
Ogólnie brwi skróciły się. Myślę, że to od spania na boku, po prostu wycierają się.
Dobrze, że nie siwieją ale za to lubią stawać na sztorc . Trzeba się przy nich napracować.

Do czesania brwi używam małej szczoteczki, przed wyszczotkowaniem nakładam na nie odrobinę pianki do włosów,wtedy ładnie leżą. No chyba, że mam do tego odpowiedni kosmetyk. Nie zawsze jednak jest u mnie na stanie.




Na tych 2 zdjęciach jestem bez makijażu. Jest gorące lato i zostając w domu nie maluję się . Kiedyś robiłam makijaż z samego rana, nawet jeżeli nie planowałam wyjścia. Teraz wygodniej mi z nagą twarzą, chociaż może powinno być inaczej.
Tutaj widać wytarte brwi. Skróciły się , nawet nie wiem kiedy.  Kręgi pod oczami w zasadzi nie znikają nawet pod podkładem. Ale wolę mieć kręgi czy cienie, niż zbyt grubo nałozone mazidło, mocno widoczne pod okularami.


Tutaj tylko odrobina podkładu, czarne rzęsy i szminka. Zapomniałam o brwiach. Zmarszczek na szyi nie udało się zlikwidować, Nakładam na nią tylko krem ale . Zawsze się mówi, że wiek kobiety można poznać po szyi i po dłoniach. No i jest to prawda.



Na tej fotce makijaż zbyt mocny. Chciało mi się bawić ze sztucznymi rzęsami.  Twarz jest zbyt gładka ale to dlatego, że telefon upiększył. Pewnie miałam włączone. Normalnie tak gładko nie wyglądam. Na zdjęciu nie widać ale rzęsy przykleiłam krzywo, po prostu źle widzę i tak wyszło
Sztuczne rzęsy nie spodobały mi się, ciężko mi na oczach, zasłaniają mi widok i dają za duży cień,  i mam wrażenie, że wyglądam jak krowa na łące wywracająca oczami.
W lipcu i wrześniu mamy wesele. Chciałam coś wykombinować, żeby było inaczej. Tak się zastanawiam, czy nie skoczyć do kosmetyczki,  jak będzie z kępkami, może zwykłe zagęszczenie rzęs będzie ładniejsze. Ale najpierw trzeba to wypróbować.
Chodzi o to, że mocniejszy makijaż na weselu, lepiej wyjdzie na zdjęciach.
Wiadomo, tańczy się, skacze, człowiek się spoci i mam głupią modę wycierać pot z twarzy po tańcu. Makijaż wtedy szybko znika.
Niech nikomu nie przyjdzie do głowy wycierać się po tańcu, czerwoną serwetką leżącą na stole. Małpa farbuje :)


Małe podsumowanie.

Na co dzień maluję się delikatnie. W zasadzie dlatego, że nie mam na to czasu, ciągle się spieszę. Dlatego, że mi się czasami nie chce, i dlatego, żeby nie było zbyt wielkiej różnicy, gdy makijażu brak. Ludzie myślą wtedy, że chora jestem.

W moim wieku nie robię też ostrych kresek. Po pierwsze opadające powieki i tak ją częściowo zasłonią, po drugie, ostro obrysowane oko za bardzo strzela , twarz robi się jędzowata. Na dolnej powiece przeważnie tylko ciemny cień. Na imprezy zaznaczam mocniej ale też rozcieram.

Zbyt wiele podkładu , nawet jak jest bardzo dobry, potrafi być widoczny po jakimś czasie. W ogóle latem. Do tego dochodzi delikatny włos na  twarzy, brzoskwinka. Lepiej jej nie drażnić.
Broń Boże szablon na brwi, kiedyś próbowałam. Wyglądałam prawie, jak Frida Kahlo.

Maluję się coraz mniej. W sumie podkreślam mocniej lub delikatniej, w zależności od potrzeby.

Bardzo wymalowana twarz, taka piękna i naciągnięta, strzela w zestawieniu ze szyją.

Trzeba się po prostu przyzwyczaić, że czas powoduje zmiany. Zmarszczki są ok. Chodzi tylko o to, żeby w miarę możliwości wyglądać dobrze, odpowiednio do sytuacji.
Wszystkiego nie zakamufluję, nie ma takiej opcji. Nawet nie chcę. Do chirurga też nie pójdę.W sumie przydałoby się coś z nosem zrobić, klucha taka . No ale taki mi się dostał .


Dbać o siebie trzeba, nie przesadzam jednak, nic na siłę. Bardziej stawiam na dobry krem i maseczkę.

Może jeszcze ruszę do kosmetyczki na odświeżenie. Może.

Rozpisałam się dzisiaj. Nie wiem dlaczego, taki a nie inny temat wybrałam.
Może dlatego, że są kobietki, które nie malują się w ogóle. A ja myślę, że warto. Nie z przesadą i zaraz po wstaniu z łóżka, niekoniecznie. Ot tak dla własnego , dobrego samopoczucia. Makijaż potrafi wiele zmienić. Nawet lepiej postrzegam siebie samą, czuję też większą pewność siebie.

Zadziwia mnie tylko jedno. Gdy byłam młoda , bez makijażu nie wyszłabym z domu. A przecież wtedy nie było aż tak wielkiej potrzeby, żeby się upiększać. Zero zmarszczek, plam i i innych pierdołów na twarzy.
A teraz, po pięćdziesiątce, czasami się nie chce. Czyżby wygoda? Czy może inne rzeczy stały się ważniejsze. Troszkę inaczej myślę, niż kiedyś, zmieniło się podejście do życia. Bardziej stawiam na szczęście , miłość i ciepło, niż na wygląd. Na spokój i radość. Na uśmiech i zdrowie.
Czasami jednak trzeba  pociągnąć rzęsy tuszem . Może już teraz, w zaciszu domowym niekoniecznie, chociaż pewnie byłoby to bardziej pożądane niż za młodu, ale wychodząc na miasto , jak najbardziej.



Kawa się skończyła, to już druga dzisiaj. Za chwilę śniadanie. Oj niezdrowo kobieto się prowadzisz .
Nie potrafię tego przeskoczyć. O wczesnej porze, śniadanie mi nie smakuje. I tak od lat. Pewnie zapłacę kiedyś za to zdrowiem.
No nic, miłego dnia kochani :)
















Czytaj dalej »

środa, marca 29, 2017

Wielkanocne dekoracje. Zdobienie jaj. Decoupage.

Zdobienie jaj, dekoracje

To już chyba ostatnie wielkanocne ozdoby . Czas zająć się innymi sprawami . Wielkanoc za drzwiami.
Jaja ze styropianu nie są zbyt wdzięczne do oklejania. W każdym razie dla mnie. Mocno porowate, z różnymi ubytkami, albo też z ostrymi wypustkami. Chciałam, żeby były piękne i gładkie, dlatego jest na nich sporo lakieru. Lakier kupiłam w sklepie budowlanym, ten do Decoupage , bardzo szybko się skończył. Lakier akrylowy Vidaron,  sprawił się bardzo dobrze. No i starczy na bardzo długo.


Tak to wygląda podczas pracy. Bałagan okropny, wszędzie fruwają mi kawałki papierów  a ręce i wszystko dookoła lepi się od kleju :) muszę jakoś dopracować wszystkie prace tak, żeby to troszkę zgrabniej szło. Chyba pracownia mi potrzebna.

Decoupage, wielkanocne dekoracje

Uwielbiam  takie prace :) Szkoda, że człowiek ograniczony czasem i obowiązkami, ale i to musi być. Rzeżucha urosła zbyt szybko, jadam już systematycznie na kanapkach. Przyznam jednak, że zapachu tej zieleniny nie lubię.
Tak pięknie było przez kilka dni a dzisiaj już pada . Wieje też chłodny wiatr. Zdobienie jajek w takie dni nastraja pozytywnie, uśmiecham się  albo cichutko podśpiewuję. To zawsze pomaga  podczas deszczu.

Zdobienie jaj na Wielkanoc

Coraz lepiej odnajduję się w technice Decoupage, chociaż daleko mi jeszcze do doskonałości.
Po prostu ćwiczę i oklejam , co tylko wpadnie w ręce. Raz lepiej, raz gorzej, ale to nic, tak musi być, żeby szerzej ogarnąć temat .


Taki właśnie los spotkał plastikowe pudełka po maśle orzechowym.


Hiacynty idealnie do nich pasują. Odcięłam tylko spód małych doniczek,  zeby korzenie miały więcej miejsca. Szybko rosną, przekwitną i za chwilę trafią do ogródka. Potem może znajdę inne małe kwiatuszki.


Tymczasem stoją w kuchni i w myślę, że tam zostaną.

W sumie od kilku ładnych dni, siedzę i kleję. Na deser poszła stara deska do krojenia. Latem wisiała na balkonie. Teraz wygląda inaczej, jak już mam serwetki i klej na pędzlu, to za jednym bałaganem, pomalowałam też deskę i przykleiłam serwetkę.. Trochę przedobrzyłam ale niech już tak zostanie.


Za dużo czerwonego ale myślę, że za jakiś czas i tak się rozpadnie bo jest pęknięta i zniszczona.

I to już wszystko, co ostatnio zmalowałam. Powoli trzeba wrócić do rzeczywistości .

Ciągnie mnie ostatnio do krówek, znaczy cukierków, nie tych na łące. Gdy jestem w sklepie, nie potrafię się oprzeć. Zawsze sobie tłumaczę, że organizm wie, czego mu potrzeba. Byle nie przesadzić z nadmiarem cukru.Wesele już w lipcu, mama pana młodego też musi jakoś wyglądać .
Za każdym razem, gdy siedzę z dziećmi przy kawce, rozmawiamy o ślubie. Niby wszystko załatwione ,a jeszcze zawsze coś do omawiania..

W obiad zaczęłam pisać a dopiero teraz kończę :) Była przerwa na kawę, na przytulenie wnuka i na rozmowy z dziećmi . Czas zająć się wreszcie inną robotą. Może prasowaniem .

Miłego wieczoru wszystkim życzę :)

Czytaj dalej »

piątek, marca 24, 2017

Ogrodowe wieści - wiosenne porządki


Zapomniałam, że nie mam już 20 lat. W piękny, słoneczny dzień ruszyłam do ogrodu. Z energią , z uśmiechem i wielkim zapałem. Teraz zdycham. Zakwasy nie są takie złe ale prawa ręka wysiadła cała, aż do barku. Chciało mi się byliny przesadzać. Wielkie , przerośnięte trawą bryły kwiatów, nie dało się trawy usunąć, trzeba było wykopać wszystko. Nawet kawę piję lewą ręką . No nic, trzeba poczekać aż przejdzie. Dzisiaj już troszkę lepiej.
Kupiłam czerwony agrest i porzeczki na drzewku, ciekawe czy się dobrze zakorzenią.
Wsadziłam też stokrotki w miejsce po po półmetrowej bylinie.
To było dwa dni temu. Od tego czasu , co chwilę zaglądam, czy bujne kwiecie pyszni się na rabatce. Ach ta niecierpliwość. Niestety łyso, tym bardziej, że mocno przycięłam lawendę. Ta też mi dała do wiwatu. Krzaczków trochę mam , i już przy skracaniu ostatnich, dłoń nie dawała rady zacisnąć sekatora. Ze też nie potrafię lewą ręką robić takich rzeczy, można by było wysiłek rozłożyć na dwie ręce.
Prawie wszystko wypielone. Jeszcze przed domem trzeba ogarnąć przy kwiatkach.
W każdym razie widać teraz , jak wschodzą tulipany i inne , wiosenne kwiatki. Jest przejrzyście.
Śmiesznie mi troszkę było, mam kilka kwiatów na krzyż w tym moim ogródku a śmieci do wywiezienia, zebrało się na całą przyczepkę .


Białe winogrono, będzie w tym roku wycięte. Od 2 lat próbujemy je uratować, jednak nic nie działa. Boję się, że zaraza przejdzie na drugą, czerwoną winorośl. Czekam tylko na męża, gdy tylko zjedzie do domu, wykopie. Sama już nawet nie próbuję bo nie dam rady wyciągnąć korzenia.
A czerwonego byłoby mi szkoda. W zeszłym roku, mąż zrobił wino, już popijaliśmy i jest wspaniałe.


Powoli kombinuję, co wsadzić do skrzynek. Jeszcze chwila i pokażą się w sklepach kwiatki. Na razie mają tylko stokrotki i bratki.
Nie przepadam za turkami, chociaż pięknie wyglądają ale zawsze, w niewykorzystane skrzynki i donice, wysiewam je z nasion. Nie mogę patrzeć, jak puste pojemniki leżą i wołają do mnie - A my to co, też chcemy na balkon!
Wysiewanie z nasion , dla cierpliwych ludków w sumie. Troszkę trwa, zanim kwiaty wyrosną. Wiadomo, na balkonie  chcemy mieć od razu pięknie i kwieciście.
Nie jestem cierpliwa, zatem donice, skrzynki i inne pojemniki, gdzie wysiane nasionka, zaciągam do ogrodu w słoneczne miejsce. Na balkonie pojawią się, gdy będą już kwiatki.
Pamiętam, że kiedyś, w tej wielkiej donicy , która jest na zdjęciu, miałam gniazdo mrówek.
Donica czekała gdzieś w głębi ogrodu by zakwitnąć, a zagarnęły ją mrówki. Teraz już uważam, gdzie stawiam, chociaż z mrówkami nigdy nic nie wiadomo.
Mówią, że lawenda odstrasza, u mnie jednak lawendy dużo, mrówki nic sobie z niej nie robią i żyją w jej sąsiedztwie całkiem spokojnie.


Malwy kiedyś wykopałam, jednak rozsiały się same. Bardzo je lubię, jednak wkurzają mnie liście od dołu  bo robią się nieładne i szpecą. Dałam sobie spokój z wykopywaniem, jak już chcą, niech sobie rosną.


Przez następne dni będzie trzeba uporządkować ogródek do końca.
Teraz czekam tylko na kwiatki, które już wzeszły. Po zimie, chłodzie, śniegu i deszczach, cudownie jest wyjść do ogrodu i podglądać, jak wszystko budzi się do życia.


Czytaj dalej »

niedziela, marca 12, 2017

Wielkanocny wianek i jaja na patyku


Niedzielny , słoneczny poranek.
Przed chwileczką mąż ruszył w drogę. Bagażnik wypełniony po brzegi jedzeniem i ciuchami, lodówką, słoikami i wszystkim , co będzie mu potrzebne przez miesiąc poza domem.
W tygodniu mało czasu było, żeby cokolwiek skrobnąć, siedziałam  w kuchni i zaprawiałam słoiczki
na drogę. Gulasz w ciemnym sosie do ziemniaków, gulasz z piersi kurczaka w sosie pomidorowym do makaronu, drobiowe żołądki też w sosie pomidorowym z listkiem laurowym i zielem angielskim do czego tam będzie chciał. Choćby do chleba. Muszę jeszcze zobaczyć, czy uda mi się zrobić kiełbasę na chleb w słoikach. Nie robiłam nigdy i trzeba mi poszperać, czy znajdę jakiś przepis.
Miałam jeszcze rybki, usmażyłam, te też poszły w słoikach w zalewie octowej. Dzisiaj rano robiłam jeszcze kotleciki i klopsy. Chyba przez miesiąc , nie będę mogła patrzeć na mięso :)

I teraz nagle cisza w domu . Pusto, chociaż w domu jeszcze dzieci.
 Myślę , że za chwilę zejdą na kawę :)
Ale i tak dziwnie zawsze na początku zanim przywyknę.
Czasami denerwuję się na męża, że po piętach mi depcze w kuchni, że zderzamy się ze sobą, a teraz brakuje mi  rozmów:
- Może wypijemy jeszcze jedną kawę?
- Zrobimy dzisiaj jajecznicę na śniadanie?
- A masz ochotę na zupę mleczną?
- Nie chcesz trochę piwa , bo całego nie wypiję?
-Dlaczego tak szybko chodzisz? To ma być spacer!

Długo by tak wymieniać.

Stroik na stół wielkanocny

Ale nie o tym chciałam. Pokazuję wianuszek i ozdoby, które ukazały się w magazynie
                                                                    "Zycie ze smakiem"
Tam też jest opis, jak je wykonać.


Jak zwykle znajdziecie tam wspaniałe potrawy. Tym razem wiosenne, wielkanocne , smaczne jak zawsze bo sprawdzone osobiście przez autorów.
Do tego mnóstwo innych porad np związanych z urodą. Podróże i wiele innych.
Po prostu trzeba to zobaczyć i przeczytać.




Za oknem wiosna. Czekam już , żeby ruszyć do ogródka bez strachu, że złapię jakieś choróbsko.


W pojemniczki po wanilii, wsypałam paprykę. Nie wiedziałam do czego je wykorzystać , leżały sobie w szufladzie i nic ponadto. Teraz jest sympatyczniej podczas przyprawiania potraw.

Niby słońce a ja jakaś śpiąca jestem. Czyżby na przedwiośniu brakowało witamin w organizmie ?
No nic, milej niedzieli wszystkim życzę :)

Czytaj dalej »

czwartek, marca 02, 2017

Przy porannej kawie - codzienność, zawartość damskiej torebki i krakanie


Próbuję być systematyczna, to znaczy , chciałam systematycznie pisać. Coś mi nie wychodzi. Chociaż bardzo się staram, to albo czasu brakuje, albo nagle pustka w głowie, albo też wsiąkam w inne zajęcia i cała reszta pozostaje gdzieś na uboczu i czeka na swoje 5 minut.
Jak już zaczynam coś szydełkować, czy nawet , gdy zabieram się za jakieś dekoracje, cokolwiek, co bardzo pochłania moje myśli, zapominam nawet o posiłkach.
W sytuacjach, gdy mąż jest w domu, to on trzyma mnie w ryzach, bym za bardzo nie odleciała . Wtedy jedzenie jest zawsze na czas.
Jak dobrze, że mam kogoś kto realnie stąpa w życiu - wyciągnie na spacer, każe zjeść kanapkę. Huknie czasami - halo, tu Ziemia!

Córka akurat wróciła ze sklepu . podsunęła czekoladę i przytuliła. Szybka myśl, czy mam jakieś święto, zapomniałam czy co?
- Za co córciu ta czekolada?
- A tak sobie, opiekujesz się Sebastianem, chciałam ci dać.
Wzruszyłam się,  to mój wnuczek, dlaczego nie mam pomóc jak mogę, jak mam akurat czas. Ale strasznie miło, że dzieci doceniają.

Mały rozrabiaka, wszędobylski i ciekawski :)


Na drzwiach szafek wszędzie gumki a i tak próbuje dostać się do środka.
Najgorzej gdy otwieram zmywarkę. Kiedyś próbował wchodzić do środka, teraz wyciąga naczynia. Nawet już coś zbił. Nauczyłam go niedawno wkładać sztućce do szuflady. Wrzuca pojedynczo, jak popadnie ale przez chwilę zajęty i zdążę opróżnić resztę.
Przechodzi etap pomagania, strasznie trzeba uważać
Gdy będzie troszkę starszy i będzie miał ochotę, będziemy razem malować. Małe sztalugi mam.
Tylko na początek, trzeba będzie wybrać inne farby bo olejne ciężko schodzą, gdyby się pobrudził. Albo lepienie figurek z masy solnej, to też będzie zabawa. I pieczenie ciasteczek. Pamiętam, gdy z siostrą byłyśmy małe, gdy mamusia piekła ciastka, zawsze nam dała trochę ciasta i kulałyśmy swoje kształty. Babrałyśmy się w mące i zapewne wiele bałaganu było przy naszej niezręcznej pracy, ale wspomnienia są cudowne.
Nie mogę się doczekać :)

Wysypałam niedawno wszystko z torebki. Wydawało mi się, że powinnam mieć w niej więcej kosmetyków. Okazało się, że więcej jest dupereli.


Portfela nie ma bo akurat do sklepu skoczyłam po bułki i został na ladzie w kuchni. Ale praktycznie , jest tam wszystko, co może być potrzebne. Widać urody już nie poprawiam za bardzo .  Za to są słodkie przekąski i historie z dreszczykiem. Nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie czekać w kolejce do lekarza , czy w innym miejscu. Krem do rąk i gumowe rękawiczki, hmm.. te mogą się przydać. Długopisów sporo ale mam manię kupowania, gdy czuję idealny kształt w palcach, albo spodoba mi się kolor.
Wachlarz też musi być bo czasami mam jeszcze napady gorąca. Aparat, nie wiem dlaczego, w sumie robię zdjęcia telefonem. No ale gdyby wysiadła bateria..
Cukier w saszetkach chyba pozostał z jakiejś kawiarni, a kawy nie cukruję. W każdym razie, gdyby nagle słabość mnie ogarnęła, nagła potrzeba słodkości, można saszetkę wsypać prosto na język.
Taka terapia energetyczna.
Pęseta też musi być, gdybym nagle wyczuła, że na brodzie rośnie długi włos, trzeba koniecznie czymś usunąć. Jest i różaniec. Zmówienie koronki to ok 15-20 minut. Pomoc zawsze potrzebna, jak jest chwila wolnego, to chociaż za dusze w Czyśćcu .
Mały notesik też przydatny. Czasami jakiś pomysł trzeba zapisać bo potem umknie.
Nie widzę tabaki, zawsze była jeszcze tabaka. Aktualnie wiśniowa i kawowa. Pewnie na biurku zostawiłam. chusteczki to podstawa. Nie widzę lusterka, jakieś małe przydałoby się. W sumie szminką na pamięć jadę gdy trzeba poprawić. Może i czasami wyjadę poza usta, nie wiem bo nie mam lusterka. Taśma klejąca, taa.. gdyby oczko w rajstopach poszło.. oczywiście na udach, gdzieś wyżej. Zalepię i finał. Na łydkach raczej nie będę kleić.  No nie wiem, w każdym razie może się przydać. do puszczających oczek lepszy byłby lakier do paznokci. Fajnie zatrzyma. A tak w ogóle, najlepiej mieć drugą parę rajstop w torebce.
Sezonowo w torebce tez się zmienia co nieco.

Potrzebuję duże torebki. Gdybym opróżniła mój wielki portfel, to znajdzie się tam wszystko oprócz pieniędzy. Plastikowe karty, papierzyska, notatki, paragony, agrafka, dokumenty, adresy... i wiele innych rzeczy. Chyba potrzebny mi jeszcze nowy, duży portfel.

To się rozgadałam, a kawa już wypita.


Taką torebkę otrzymałam od męża na gwiazdkę. Zawsze chciałam czerwoną, i teraz mam.
Cudowna, bo duża. No i czerwony nastraja mnie bardzo pozytywnie. Lubię po prostu.
Musiałabym w zasadzie opróżnić szafę i zobaczyć ile w niej czerwieni. Sama jestem ciekawa :)


A za oknem nadal deszczowo. Nic nie szkodzi bo to oznaka, że wiosna tuż tuz.
Nawet zapach już inny w powietrzu..
O kurcze! Snieg pada.
Spojrzałam w okno akurat. No dobrze, na wiosnę chyba jeszcze trochę poczekamy.

W końcu przyjdzie, taka kolej rzeczy, że wszystko nastąpi. Prędzej czy później.

Ze starością jest podobnie. Można się smarować kremami do woli, można opóźnić starzenie, ale zmarszczki i tak przyjdą. Będą się pysznić na twarzy, jeszcze bardziej na szyi, ręce dostaną plamy i zrobią się dziwne. Siądą stawy, zwiśnie tyłek. Będzie nieciekawie.
No i dobrze, kremować się jednak nie przestanę. Będzie co ma być. Zmarszczki to dobra rzecz, wtedy w głowie ciekawiej. No chyba, że i demencja..
Nie, już nie kraczę. Miłego dnia kochani :)

Czytaj dalej »

niedziela, lutego 19, 2017

Wielkanocne dekoracje - jaja i słoik na cukierki



Dzisiaj jajeczka i słoik na cukierki. W sumie nietrudne i trochę mniej kolorowe. W tym roku postawiłam na pastele.


Styropianowe jaja nadziałam na długie wykałaczki i po kolei zanurzałam w farbie akrylowej


W słoiczku czekają na wyschnięcie.


Pędzlem naniosłam troszeczkę błękitu.  I klejem na gorąco przykleiłam wstążeczki.


Słoiczek jest dla dzieci. Wnusio wpadnie, siostry odwiedzą z maleństwami, jest z czego częstować.
Gdy byłam dzieckiem, częstowano mnie landrynami z pięknej puszki. Była cudownie kolorowa, po prostu utkwiła w pamięci. Cukierki nie były tak ważne, jak otwieranie kolorowej puszki. Tymczasem u mnie słoik, może potem wymyślę coś innego.



Na słoik przykleiłam tylko wstążeczkę  i na wieczku krążek z kolorowego papieru. Wstążka, kwiatki u dołu słoika, przyklejone są klejem na gorąco a krążek papieru klejem do Decoupage.

Dzisiaj wreszcie wyszło słońce. Już chodzą mi po głowie kwiatki, co na balkon, gdzie w ogrodzie posadzić krzaczek czy pietruszkę .
Tęsknię już za wiosną :)

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Szysia , Blogger