środa, maja 09, 2018

Lato się zbliża. Lampiony na taras.


Prace ogrodowe trwają i pewnie całe lato tak będzie. Wiadomo, chwasty nie zasypiają. Balkon częściowo już w kwiatach, kącik do siedzenia w ogrodzie tak samo. Jeszcze trochę brakuje ale powolutku dojdę do tego, co mi się marzy.



Już w zeszłym roku zrobiłam sobie lampiony na taras, ze słoiczków. Wyklejone metodą Decoupage. Na brystolu wydrukowałam też elfy i przykleiłam na zewnątrz. Wyglądają ładnie nawet , gdy nie są zapalone.

Dzisiaj dalszy ciąg koszenia trawnika. Ponoć w nocy ma padać, zatem zdążę. Będzie ładnie.


 Na tarasie leży też poduszka, zrobiona ze sweterka. W sam raz pod plecy, może niezbyt kolorystycznie nie pasuje do reszty ale lubiłam ten sweter. Z sentymentu chciałam z nim jeszcze pobyć odrobinę. Najgorsze, że i nasze kocisko lubi tą poduszkę, zostawia kłaki.

Ogólnie brakuje mi czasu na wszystko, nie wiem dlaczego. Chyba na starość wolniejsza się robię :)

Sporo się ostatnio dzieje. Może dlatego, że lato się zbliża. Ale też rodzina wielka, więcej przebywa się z ludźmi, niż w internecie.

W marcu córka urodziła Zosieńkę. Tak śliczna z niej kruszyna. Mam zatem i wnuczkę :) Sebastian ma już skończone 3 latka i biega po ogrodzie, bawi się, wszędzie go pełno. Przeważnie do południa, siadamy wszyscy przy kawie w ogrodzie, albo też na tarasie. Jeżeli pada , to w domu. Gdy syn ma wolne , dołącza do nas z synową.
Po południu tak samo. Gdy jest ciepło , kręcimy się wokół tarasu i ogrodu. Sielskie życie. Trzeba się ogrzać słońcem póki można. Zima przyjdzie raz dwa i będzie dłużyć się , jak zawsze.

Czasami gwarno mamy w ogrodzie. Siostry z małymi dziećmi, siostrzenice i siostrzeńce też z maluchami. Sebastianek ma  wtedy z kim się bawić , a my dorośli, mamy z kim wypić kawę i porozmawiać. Kocham wiosnę , lato jeszcze bardziej. Przebywając tyle na powietrzu, człowiek ma wrażenie, że jest na wczasach.
Czasami tylko, nie nadążam  z pracami w domu. Ale to i tak nie ucieknie, praca jest zawsze.
Bez wreszcie kwitnie, jest pięknie i pachnie cudnie. Szkoda, że w domu tak krótko trzyma.
Drzewa ukwiecone, o ile nic niespodziewanego w pogodzie nie wystąpi, będzie dużo owoców.
Trzeba mi tylko śliwkę kupić bo po nawałnicy, drzewko padło. To jednak najmniejszy problem, szkody mogły być większe.
Staram się nie opalać za bardzo , większość czasu w cieniu siedzę, ładnie jednak już opalona jestem. Oczywiście oprócz nóg i twarzy. Buzię zasłaniam a nogi, co by nie zrobić , jak worek od wapna. Bielutkie. Zeby głupio nie wyglądać, smaruję samoopalaczem. Niedługo dwa wesela w rodzinie, trzeba jakoś wyglądać.
A teraz czas mi skończyć pisanie. Kawa wypita a kosiarka czeka z utęsknieniem. Może trochę nogi opalę podczas koszenia :)

Czytaj dalej »
Blogger Widgets

czwartek, grudnia 21, 2017

Jak zrobić choinkę z filcu. Przedświąteczne zmagania


Troszkę już późno, żeby robić ozdoby ale na drugi rok też będą święta.
Jak tam u Was ? Przedświąteczne prace pod kontrolą ? U mnie w tym roku spokojniej. Nie szaleję, jak zwykle z potrawami. Zawsze zostawało sporo. Co nieco można zamrozić ale przecież nie wszystko. Mam nadzieję, że tym razem będzie zjedzone do końca. Mam to szczęście , że córka i synowa też coś zrobią, jest wtedy łatwiej. 
U mnie rybki już sprawione i w zamrażarce, w Wigilię tylko usmażę. Wczoraj też zrobiłam ryby w occie, a po grecku też już czekają w lodówce. Paszteciki z grzybami i kapustą mam zamówione, w sobotę odbieram i potem tylko podgrzeję. Nie robię już wszystkiego sama, co dobre i wypróbowane , biorę z naszego osiedlowego sklepu. Paszteciki mają wyśmienite. Kiedyś opierałam się przed kupnem, teraz mam więcej czasu na inne rzeczy. Sernik upiekę pod koniec tygodnia, sałatki też w tym terminie. Wszystko pod kontrolą.
Chyba z wiekiem jestem mniej wydajna.
Zachciało mi się jeszcze przemeblować w jadalni. Wywaliłam jedną szafę i trzeba było upchnąć wszystko , co w niej było. Strasznie byłam zdziwiona, ze tyle pierdołków znalazłam. Niepotrzebne wyrzuciłam a reszta poszła w szafki, do kuchni w piwnicy. Teraz więcej luzu w biodrach między kuchnią a jadalnią .
Dzisiaj zakupy do sałatek . Choinka już ustrojona. Mieszkanie sprzątnięte. W sobotę tylko mała kosmetyczna poprawka po pieczeniu i sałatkach.
W pierwsze święto tym razem jedziemy wszyscy do siostry. Ma duży stół i tym razem rodzinne spotkanie u niej. 23 osoby, nie licząc małych dzieci. Będzie wesoło i głośno. Za to śpiewanie kolęd jest piękne w tak licznym wykonaniu.

Niżej kilka fotek , jak zrobić choinkę.






Nóżki można zrobić z czegoś innego. Np. z drewnianych klocków czy patyków na podkładce.
U mnie akurat drut do robienia kwiatków bo tego miałam dużo.




Kicia przyszła z ogrodu, teraz próbuje wcisnąć się między parapet i kaloryfer. Wchodzi tylko głowa i łapki. Dupsko się nie mieści :) Pociesznie to wygląda. Strasznie niezadowolona. Leży tak teraz z podbródkiem i łapkami na kaloryferze, reszta futra na ławce. Przytyło się chyba .

Czytaj dalej »

czwartek, grudnia 07, 2017

Ozdoby na choinkę z suchej porcelany. Boże Narodzenie




Zabrałam się wreszcie za porcelanę. Przepis znalazłam na blogu

https://mojedziecikreatywnie.pl/2016/11/porcelana-przepis

- 300 ml mąki ziemniaczanej
- 300 ml kleju vikol
- 2 łyżki oliwy
- 2 łyżki soku z cytryny

Jest tam wszystko ładnie opisane, jak się do tego zabrać.. Trzeba pamiętać tylko, żeby masę trzymać cały czas we folii, inaczej wysycha i kruszy się.
Wyciągałam tylko tyle, ile chciałam rozwałkować w danym momencie.



Po rozwałkowaniu wykroiłam foremkami do ciasta kształt i układałam na papierze do wyschnięcia.
Schnie ok. 12 godzin, nawet  troszkę dłużej. Moje ozdoby mają ok. 4 milimetry. Myślę, że można jeszcze bardziej rozwałkować. Masa po wyschnięciu jest mocna, twarda i nie kruszy się.
Po wyschnięciu ozdoby zmieniły troszkę kolor, z białego na kość słoniową, może to kolor marcepanu, coś w tym stylu.
Ozdobiłam białą i brązową farbą akrylową. Nie lakierowałam. Nałożyłam lakier akrylowy na dwie sztuki i nie wyglądało to fajnie. Naturalna faktura jest ładniejsza, lekko aksamitna. Taki przyjemny mat.
Jako zawieszka , złoty kordonek.
Myślę, że można malować do woli akrylami. Farba dobrze się trzyma i nic złego się nie dzieje.

Ozdoby tymczasem czekają na swoją chwilę. Gdy tylko pojawi się choinka, zawisną na niej.

Malowanie to kwestia wprawy. Trzęsły mi się ręce i jest trochę nierówno. W każdym razie nie ma tego tak widać, zdjęcie uwidacznia każdy błąd. Gdyby po wyschnięciu były białe, nie malowałabym.
Jako, że wyszła kość słoniowa, pokusiłam się o brąz i biel na ciasteczkach.
Jeszcze jedno, farba akrylowa położona grubiej, pęka lekko. Jak dobrze się przyjrzycie , zauważycie to w białych kwiatkach. W sumie nie wygląda to źle, troszkę postarza ciasteczka :)
I to tyle.
Następnym razem skuszę się na kolorowanie serduszek na czerwono. Ciekawa jestem , czy delikatna warstwa też popęka.

Czytaj dalej »

piątek, grudnia 01, 2017

Ozdoby z filcu. Serca i laski-Dekoracje na Boże Narodzenie


Zawsze gonię, spieszę się nie wiadomo dokąd. Za dużo się dzieje a przecież nie jestem młodsza.
Jakiś czas temu skończyłam dekoracje z filcu. Na początku grudnia wylądują na straganie. Siostra mówi - Może coś zrobisz? No mogę zrobić, dlaczego nie , ale weź tutaj szybko wymyśl, co zrobić, żeby zdążyć. Padło na filc, bo można wieczorami spokojnie szyć.


Szycie jest w miarę łatwe. Wycinam wzór, w moim przypadku laski i serca. Doklejam gorącym klejem zawieszkę i zszywam. Po drodze upycham silikon do poduszek. Na koniec ozdabiam i gotowe.


Jeżeli mamy dekorację na sercu, którą trzeba przyszyć, to najpierw to robimy a dopiero potem zszywamy dwie połowy serca.



Zszywam w taki sposób, jak na fotografii. Nie wiem, jak nazywa się ten ścieg ale ładnie trzyma brzeg robótki.




I to tyle na dzisiaj. Za chwilę mąż zjedzie z trasy, dlatego tak gonię i mało piszę. No ale propozycja na małe ozdoby, jest umieszczona na blogu.
Czasami oglądam zdjęcia w internecie, jakie prace wystawiają inni. To pobudza wyobraźnię. I chociaż chciałabym powtórzyć i zrobić podobnie, zawsze wychodzi inaczej.

Teraz siedzę i dziergam bombki. W międzyczasie mignął mi przepis , jak zrobić porcelanę w domu ze skrobi i kleju. Ale to już pokażę w następnym wpisie.
No i nie mam pojęcia, dlaczego w rzeczywistości, wszystkie ozdoby wyglądają ładnie, niż na zdjęciu. Aparat chyba muszę kupić, taki z prawdziwego zdarzenia. Mam nadzieję, że zdążę zanim wieko nade mną zamkną.
Miłego wieczoru kochani :)
Czytaj dalej »

poniedziałek, listopada 27, 2017

Wianek, stroik na Boże Narodzenie



Dziwnie mi po tak długim czasie znowu skrobać na blogu. Jakbym zaczynała od nowa. Pora już najwyższa była, jeszcze chwilę i zapomniałabym, jak się pisze.

Sporo się wydarzyło w tym czasie. Dobrego i złego. Czas umyka tak szybko.
Były śluby, był też pogrzeb dzieciątka w rodzinie. Raz człowiek się śmieje i cieszy, wszak miłość to bardzo piękne uczucie, następnym razem smutek ogromny i płacz.



Mam dzisiaj taką propozycję na wianek. Wiadomo, zeszłoroczny już się znudził, chce się czegoś nowego, świeżego. Świątecznych drobiazgów w sklepach bardzo dużo, jest w czym wybierać.

Sprawa jest prosta. Kupujemy jakąś podstawę, u mnie niewielka. Do tego zielone gałązki i trochę złotych drobiazgów.
Najpierw przykładam do koła, ustawiam, następnie przyklejam klejem na gorąco.


Na koniec wstążeczka , kolor wedle uznania. Gotowe. Pracy na około pół godziny. Sprzątanie brokatu trwało dłużej. Dopiero później wpadłam na to, że mogłam to zrobić odkurzaczem. Niepotrzebnie bawiłam się tak długo ze ścierką.


Wianek spokojnie można też powiesić na drzwi.


W rzeczywistości wygląda lepiej niż na zdjęciach. Bardziej soczyście.
Tak szybko ciemno za oknem, że fotki mi dziwnie wychodzą.


Rozpyliłam złoto na zeszłorocznych orzechach. Przydały się do wianuszka. Jest ich  sporo, ale jak nie będzie pomysłu, to wylądują w szklanej misie i też będzie ładnie.

Zerkam na naszą kotkę, gdy siedzę na komputerze, wskakuje na zmywarkę i drzemie. Widać chce być blisko ludzi. Gdy z szydełkiem i wełną siadam w fotelu, układa sie przy mnie na oparciu. Gorzej, jak  zaplącze się niechcący w nici czy wełnę, czasami połowa robótki znika i trzeba zaczynać od nowa.
No dobrze, pierwszy krok po kilku miesiącach nieobecności wreszcie zrobiony.
Miłego wieczoru wszystkim życzę. buziaki :)

Czytaj dalej »

piątek, czerwca 02, 2017

Nowy magazyn - Zycie ze smakiem

                               
                                        Magazyn - LATO

Kochani, nowy, pachnący latem magazyn już gotowy do wertowania.
Owocowe lato czeka na Was :)

Mam nadzieję, że niedługo przysiądę na dłużej przy klawiaturze. Okres przyjęć, roczek Liliany i inne imprezy. Osiemnastki i dwa wesela. Do tego urodziny rodziny i wiele innych pobocznych zgromadzeń. Ciężko będzie ale latem tak przeważnie jest.
Pewnie skorzystam z magazynu by zrobić coś smacznego, czego jeszcze nie robiłam :)
O kondycję chciałam powalczyć, jakoś mi nie wychodzi. Na koniec dnia przeważnie ledwo dycham.
No i ogród czeka na pielenie. Dużo innych drobiazgów , które jednak potrzebują poświęcenia i czasu.
I nic mi się nie chce. Normalne to nie jest. Albo to starość, albo witamin mi trzeba , albo zwykłego kopniaka w tyłek.
Też tak czasem macie? Powiedzcie, że tak bo czuję się osamotniona, dziwna i niekompletna.
Za chwilę do banku lecę. Chcę zlikwidować już niepotrzebne konto, okazało się, że muszę z mężem. A że mąż niezbyt często trafia do domu w dni robocze, czas ucieka. A za prowadzenie konta zabierają 10 zł. Zatem dzisiaj biegniemy załatwić to wszystko.
Za oknem słońce, wiatr i cudowny zapach ciepłego dnia,  rozgrzanej ziemi, trawy, która mnie uczula, kwiatów, które kocham i śpiew ptaków. Piękny dzień.
I tylko kotka czasami obrzyga mi podłogę, gdy za dużo trawy podgryza.



Czytaj dalej »

piątek, maja 26, 2017

Szybka sałatka - Słońce Santorini


A było to tak. W niedzielę mieliśmy iść do mamusi na imieniny. Każdy miał coś zrobić , zeby było jej  lżej.
Zapomniałam w ząb , piec zastrajkował, trzeba było się nim zająć, w domu sporo do ogarnięcia bo mąż zjechał i pralka chodziła kilka razy. Do tego zamieszanie jakieś bo mi się wszyscy pod nogami kręcili, łącznie z kotem. Kongo dosłownie. No i wyleciało z głowy, że każdy miał coś przynieść.
Po porannej mszy, wdepnęłam do Biedrony. W głowie pustka, wszystkie przepisy uleciały w niebyt. Zastosowałam metodę - wymieszać wszystko to co lubię.
Zaraz po prawej były sałaty, kawałek dalej feta, jeszcze kawałeczek dalej szyneczka i potem małe pomidorki po lewej stronie. Do tego czarne, drylowane oliwki ze słoiczka.
No i starczy.
W domu wymieszałam wszystko z jogurtem naturalnym z odrobiną majonezu.
Sałatka jak talala. Szynki może bym nie kupowała ale , że panowie lubią , to coś dla nich też trzeba było wrzucić.

Składniki

- mieszanka kolorowych sałat
- czarne oliwki
- feta
- małe pomidorki
- szyneczka w plastrach
- jogurt naturalny i kilka łyżek majonezu
- zielenina. U mnie koperek akurat

Sałatę opłukać, można osuszyć lekko zawijając ją w czystą ściereczkę i kręcić w powietrzu zgodnie ze wskazówkami zegara. :)
Pomidorki przekroiłam na pół, są takie słodkie, bardzo je lubię.
Szyneczka została pokrojona w cieniutkie paski. Feta pokrojona w kostkę.
Do jogurtu dodałam 4-5 łyżek majonezu i dobrze wymieszałam. Wlałam do miski i i wytarzałam wszystkie składniki.
Na górę posypałam zielony koper..
Nie dodałam soli , ani pieprzu. Feta słona, oliwki też dosyć słone, szynka tak samo.
Wszystko smakowało , jak trzeba.

Pewnie można sobie modyfikować smaki pod własny gust. Może lepsza byłaby oliwa do skropienia , ale tak lubię majonez.



Pełna micha zawędrowała na mamusiny stół.
- Co to za sałatka?- słyszę pytania.
- eee..? Słońce Santorini - to była moja pierwsza myśl .

Nie wiem czy nazwa współgra ze składnikami ale pod tą nazwą została zapisana w przepiśniku. :)

Błyskawiczne piątki - Dołącz i Ty :)






Czytaj dalej »

środa, maja 03, 2017

Welon niemocy


Prawie miesiąc minął od ostatniego wpisu. Wychodzi na to, że zrobiłam sobie urlop. Czasami trzeba.
I nadal chyba będzie nieciekawie . Nagle w życiu realnym dzieje się więcej, bardziej intensywnie i mocniej. Po drodze złapałam też małego doła, może nawet jest to całkiem spory dół. To też muszę przeskoczyć. Idzie jednak ku lepszemu, w końcu nie może być cały czas kiepsko.
W sumie sprężyć się trzeba i nabrać energii do działania.
Siadałam czasami przed pustą stroną, z myślą, żeby coś napisać. I nic. Patrzyłam , jak sroka w gnat i zero reakcji . Odpuściłam sobie.
Niemoc spłynęła, jak welon i ogarnęła mnie doszczętnie. Wyrywanie się nic nie dało.
Trzeba to przeczekać.

Za chwilę obiadek , po południu odpoczynek a wieczorem grill z dziećmi.
Bałam się, że pogoda nie pozwoli ale słoneczko  jest tam, gdzie powinno.
Nie wiem czy to coś z ciśnieniem, czy coś innego ale chodzę śpiąca w dzień i w nocy.
Nadganiam czytanie ksiązek, dobre i to. Trzeba się jakoś ogarnąć :)

Miłego popołudnia kochani :)


Czytaj dalej »

czwartek, kwietnia 06, 2017

Przy porannej kawie- Pięćdziesiątka i makijaż


Moja babcia zawsze powiadała - Im kobieta starsza, tym makijaż musi być delikatniejszy.

Myślę, że coś w tym jest.
Mam swoje zasady , swoje ulubione kolory i przyzwyczajenia. Przyznam, że trudno przychodzi mi zmiana  koloru cieni, szminki, czy sposobu malowania. Może inaczej już nie potrafię. Nie znam się też na trendach, nie bardzo śledzę , jaki makijaż modny w danym sezonie. Chyba z tego po prostu wyrosłam. Nie przesadzam z ilością kosmetyków w łazience, bo z doświadczenia wiem, że jak będę ich miała za dużo, po prostu będą leżeć. Kiedyś tak miałam ze szminkami. Zakupione, bo kolor mi się podobał a potem nie używałam, szminki jełczały i trzeba było wyrzucić.
Dodam tylko, że makijaż to indywidualna sprawa i nie mam zamiaru nikomu nic dyktować. Nie jestem kosmetyczką ani wizażystką. Jestem zwyczajną kobietą w średnim wieku.
Opisuję tylko, jak to u mnie wszystko wygląda.

Co tam mamy na twarzy po pięćdziesiątce ?
U mnie to, co następuje;
- zmarszczki mimiczne
- zmarszczki niewiadomego pochodzenia
- pogłębione bruzdy przy nosie
- farfocle, pudy (falujący zarys twarzy )
- rozszerzone naczynka
- rozlane piegi albo plamy, piorun wie co to
- dziwne owłosienie

O szyję nie zahaczę bo na nią nie mam rady. Wisi , jak się jej podoba. Niezbyt jędrna i niemiła dla oka.

Grzechy;
- Nie przepadam za chodzeniem do kosmetyczki. Co jakiś czas idę wyregulować brwi i pozbyć się wąsika. Czasami manicure i pedicure. To częściej latem.
A powinnam od czasu do czasu oczyścić konkretnie twarz, zadbać o skórę.


To taki z tych większych grzeszków. Może są i inne o których nie wiem, albo nie pamiętam w tym momencie.

Staram się systematycznie robić peeling enzymatyczny i nakładam maseczki. Przede wszystkim chcę nawilżyć skórę.

Co jest podstawą dobrego makijażu?
Jak dla mnie - dobry krem. I to krem na noc.
Byle dopasowany do naszej skóry. Nie musi być drogi, ważne by działał. Chociaż na kremie staram się nie oszczędzać. Na niezbyt gładkiej skórze, mało nawilżonej, makijaż wygląda nieciekawie. Gdy skóra zdrowa to i kobieta promienieje.
I tego staram się trzymać.

Gdy byłam młoda, lubiłam się opalać. Może te plamki pigmentu, naczynka, i inne nieciekawe sprawy, to przez opalanie. Kto wie.
Teraz już nie leżę plackiem na słońcu. Jeżeli twarz się opali, to tylko w ruchu, podczas prac w ogrodzie albo spacerów. Czasami nawet noszę kapelusz.
W sumie opalam się szybko ale twarz zawsze bledsza. Wtedy do akcji wkracza samoopalacz.
Byle nie za mocno, takie cuda już widziałam i nie wygląda to ładnie. Samoopalacz ma w końcu troszkę inny odcień.

Co robię ze zmarszczkami?
W sumie nic nie robię. Wklepuję krem i tyle. Zrezygnowałam już z korektora bo tylko podkreśla zmarszczki u mnie. Chociaż robiłam to delikatnie i w niewielkiej ilości. Tak samo zbyt wielka ilość podkładu. Dochodzą jeszcze mocne okulary + 4,75.
Nie trzeba wyobraźni, by wiedzieć , jak to wygląda. Wszystko mocno powiększone.
Dlatego staram się nie przesadzać z podkładem.
Podkład oczywiście dobrany do skóry, w miarę kryjący. Z tym to jednak różnie bywa, wiadomo, zanim się nie posmarujesz,  to nie wiesz co wyjdzie..
Skórę mam suchą ale nos i czoło zawsze się świeci.

Kiedyś chciałam być idealna, ładnie umalowana, z ładnym okiem i matową skórą.
Dzisiaj myślę już inaczej.
Zmarszczek będzie tylko więcej, choćby nie wiem , jak się starać. No i dobrze. Nic nie wymyślę.
Dobry krem sprawi, że można to w miarę spowolnić.
I najważniejsze, doszłam do tego, że mogę sie świecić. I tak tego nie ogarniam.
Wiecie kiedy  to się stało?
Pewnego, letniego i gorącego dnia, ujrzałam idealnie matową panią z mocnym makijażem.
Wszyscy dookoła spoceni, rozgrzani i świecący , a jedna pani matowa. Troszkę , jak w masce.
Dziwnie to wyglądało, ale może ja się nie znam. W każdym razie mało naturalnie.

Zatem jaki makijaż, zależy od pogody. Nie licząc oczywiście imprez, spędów i potańcówek. To już inna kategoria.

Lato;

Zakupy, wyjście do miasta;
-Delikatnie nałożony podkład, puder mineralny, czarne rzęsy, roztarta, czarna kreska, którą rozcieram ciemniejszym cieniem. Czasami tym niebiesko stalowym, czasami tym do brwi i jasna szminka. Odrobinę brązu kładę na powieki bo opadają. Czasami musnę policzki opalonym brązem w kulkach.
Perfumy

Przy wielkich upałach, gdy twarz już trochę opalona, bywa, że maluję tylko rzęsy . A podkład tylko tam, gdzie widać naczynka. Do tego błyszczyk albo szminka. Perfumy

Gdy przychodzę z zakupów, zmywam makijaż. Podczas upału lubię być goła na twarzy. Mogę wtedy spokojnie opłukać się chłodną wodą  gdy jest mi gorąco.

Gdy pracowałam , makijaż był niezbędny. Podczas upałów , strasznie mi przeszkadzał.
Dziwne, bo gdy byłam młoda, nie miałam z tym problemu.

Wyjazd nad wodę, plażę. Makijażu brak. Perfum też nie używam.
Pamiętam, że kiedyś taka mądra byłam, pojechaliśmy nad morze. Chciałam być ładna i podkład nałożyłam,   plamki tak mnie drażniły.
Wszyscy wróciliśmy pięknie opaleni, ja też. Tylko , że jak zmyłam fluid z twarzy, wyskoczyła spod niego przeraźliwie biała maska. Wyglądałam co najmniej dziwnie. Od tego czasu, na plażę zabieram to co Bozia dała. Zmarszczki, plamki i co kto chce. Nikomu nic do tego a mnie jest o wiele wygodniej. No i nie muszę pływać z wyciągniętą szyją, żeby twarzy nie zamoczyć.
W zasadzie zmarszczki mi nie przeszkadzają, bardziej drażnią mnie nierówności w kolorycie skóry. Co zrobić, jak się tak trafiło. Fajnie by było mieć ładną skórę ale, jak nie ma, to trzeba się cieszyć z tego co jest.

W inne pory roku maluję się w zależności od sytuacji. Przeważnie jest to podkład, puder mineralny, zaznaczone policzki, roztarta kreska na górnej powiece i te dwa cienie, które widać na zdjęciu. Ten niebieski podchodzi po szary. Czasami tylko brąz. Potem rzęsy i przeważnie czerwona szminka w odcieniu chili. Czerwona szminka nawet na co dzień , chociaż wtedy nakładam ją palcem i rozcieram bo wygląda naturalniej i delikatniej. Brwi też maluję odpowiednim cieniem.
Ogólnie brwi skróciły się. Myślę, że to od spania na boku, po prostu wycierają się.
Dobrze, że nie siwieją ale za to lubią stawać na sztorc . Trzeba się przy nich napracować.

Do czesania brwi używam małej szczoteczki, przed wyszczotkowaniem nakładam na nie odrobinę pianki do włosów,wtedy ładnie leżą. No chyba, że mam do tego odpowiedni kosmetyk. Nie zawsze jednak jest u mnie na stanie.




Na tych 2 zdjęciach jestem bez makijażu. Jest gorące lato i zostając w domu nie maluję się . Kiedyś robiłam makijaż z samego rana, nawet jeżeli nie planowałam wyjścia. Teraz wygodniej mi z nagą twarzą, chociaż może powinno być inaczej.
Tutaj widać wytarte brwi. Skróciły się , nawet nie wiem kiedy.  Kręgi pod oczami w zasadzi nie znikają nawet pod podkładem. Ale wolę mieć kręgi czy cienie, niż zbyt grubo nałozone mazidło, mocno widoczne pod okularami.


Tutaj tylko odrobina podkładu, czarne rzęsy i szminka. Zapomniałam o brwiach. Zmarszczek na szyi nie udało się zlikwidować, Nakładam na nią tylko krem ale . Zawsze się mówi, że wiek kobiety można poznać po szyi i po dłoniach. No i jest to prawda.



Na tej fotce makijaż zbyt mocny. Chciało mi się bawić ze sztucznymi rzęsami.  Twarz jest zbyt gładka ale to dlatego, że telefon upiększył. Pewnie miałam włączone. Normalnie tak gładko nie wyglądam. Na zdjęciu nie widać ale rzęsy przykleiłam krzywo, po prostu źle widzę i tak wyszło
Sztuczne rzęsy nie spodobały mi się, ciężko mi na oczach, zasłaniają mi widok i dają za duży cień,  i mam wrażenie, że wyglądam jak krowa na łące wywracająca oczami.
W lipcu i wrześniu mamy wesele. Chciałam coś wykombinować, żeby było inaczej. Tak się zastanawiam, czy nie skoczyć do kosmetyczki,  jak będzie z kępkami, może zwykłe zagęszczenie rzęs będzie ładniejsze. Ale najpierw trzeba to wypróbować.
Chodzi o to, że mocniejszy makijaż na weselu, lepiej wyjdzie na zdjęciach.
Wiadomo, tańczy się, skacze, człowiek się spoci i mam głupią modę wycierać pot z twarzy po tańcu. Makijaż wtedy szybko znika.
Niech nikomu nie przyjdzie do głowy wycierać się po tańcu, czerwoną serwetką leżącą na stole. Małpa farbuje :)


Małe podsumowanie.

Na co dzień maluję się delikatnie. W zasadzie dlatego, że nie mam na to czasu, ciągle się spieszę. Dlatego, że mi się czasami nie chce, i dlatego, żeby nie było zbyt wielkiej różnicy, gdy makijażu brak. Ludzie myślą wtedy, że chora jestem.

W moim wieku nie robię też ostrych kresek. Po pierwsze opadające powieki i tak ją częściowo zasłonią, po drugie, ostro obrysowane oko za bardzo strzela , twarz robi się jędzowata. Na dolnej powiece przeważnie tylko ciemny cień. Na imprezy zaznaczam mocniej ale też rozcieram.

Zbyt wiele podkładu , nawet jak jest bardzo dobry, potrafi być widoczny po jakimś czasie. W ogóle latem. Do tego dochodzi delikatny włos na  twarzy, brzoskwinka. Lepiej jej nie drażnić.
Broń Boże szablon na brwi, kiedyś próbowałam. Wyglądałam prawie, jak Frida Kahlo.

Maluję się coraz mniej. W sumie podkreślam mocniej lub delikatniej, w zależności od potrzeby.

Bardzo wymalowana twarz, taka piękna i naciągnięta, strzela w zestawieniu ze szyją.

Trzeba się po prostu przyzwyczaić, że czas powoduje zmiany. Zmarszczki są ok. Chodzi tylko o to, żeby w miarę możliwości wyglądać dobrze, odpowiednio do sytuacji.
Wszystkiego nie zakamufluję, nie ma takiej opcji. Nawet nie chcę. Do chirurga też nie pójdę.W sumie przydałoby się coś z nosem zrobić, klucha taka . No ale taki mi się dostał .


Dbać o siebie trzeba, nie przesadzam jednak, nic na siłę. Bardziej stawiam na dobry krem i maseczkę.

Może jeszcze ruszę do kosmetyczki na odświeżenie. Może.

Rozpisałam się dzisiaj. Nie wiem dlaczego, taki a nie inny temat wybrałam.
Może dlatego, że są kobietki, które nie malują się w ogóle. A ja myślę, że warto. Nie z przesadą i zaraz po wstaniu z łóżka, niekoniecznie. Ot tak dla własnego , dobrego samopoczucia. Makijaż potrafi wiele zmienić. Nawet lepiej postrzegam siebie samą, czuję też większą pewność siebie.

Zadziwia mnie tylko jedno. Gdy byłam młoda , bez makijażu nie wyszłabym z domu. A przecież wtedy nie było aż tak wielkiej potrzeby, żeby się upiększać. Zero zmarszczek, plam i i innych pierdołów na twarzy.
A teraz, po pięćdziesiątce, czasami się nie chce. Czyżby wygoda? Czy może inne rzeczy stały się ważniejsze. Troszkę inaczej myślę, niż kiedyś, zmieniło się podejście do życia. Bardziej stawiam na szczęście , miłość i ciepło, niż na wygląd. Na spokój i radość. Na uśmiech i zdrowie.
Czasami jednak trzeba  pociągnąć rzęsy tuszem . Może już teraz, w zaciszu domowym niekoniecznie, chociaż pewnie byłoby to bardziej pożądane niż za młodu, ale wychodząc na miasto , jak najbardziej.



Kawa się skończyła, to już druga dzisiaj. Za chwilę śniadanie. Oj niezdrowo kobieto się prowadzisz .
Nie potrafię tego przeskoczyć. O wczesnej porze, śniadanie mi nie smakuje. I tak od lat. Pewnie zapłacę kiedyś za to zdrowiem.
No nic, miłego dnia kochani :)
















Czytaj dalej »

środa, marca 29, 2017

Wielkanocne dekoracje. Zdobienie jaj. Decoupage.

Zdobienie jaj, dekoracje

To już chyba ostatnie wielkanocne ozdoby . Czas zająć się innymi sprawami . Wielkanoc za drzwiami.
Jaja ze styropianu nie są zbyt wdzięczne do oklejania. W każdym razie dla mnie. Mocno porowate, z różnymi ubytkami, albo też z ostrymi wypustkami. Chciałam, żeby były piękne i gładkie, dlatego jest na nich sporo lakieru. Lakier kupiłam w sklepie budowlanym, ten do Decoupage , bardzo szybko się skończył. Lakier akrylowy Vidaron,  sprawił się bardzo dobrze. No i starczy na bardzo długo.


Tak to wygląda podczas pracy. Bałagan okropny, wszędzie fruwają mi kawałki papierów  a ręce i wszystko dookoła lepi się od kleju :) muszę jakoś dopracować wszystkie prace tak, żeby to troszkę zgrabniej szło. Chyba pracownia mi potrzebna.

Decoupage, wielkanocne dekoracje

Uwielbiam  takie prace :) Szkoda, że człowiek ograniczony czasem i obowiązkami, ale i to musi być. Rzeżucha urosła zbyt szybko, jadam już systematycznie na kanapkach. Przyznam jednak, że zapachu tej zieleniny nie lubię.
Tak pięknie było przez kilka dni a dzisiaj już pada . Wieje też chłodny wiatr. Zdobienie jajek w takie dni nastraja pozytywnie, uśmiecham się  albo cichutko podśpiewuję. To zawsze pomaga  podczas deszczu.

Zdobienie jaj na Wielkanoc

Coraz lepiej odnajduję się w technice Decoupage, chociaż daleko mi jeszcze do doskonałości.
Po prostu ćwiczę i oklejam , co tylko wpadnie w ręce. Raz lepiej, raz gorzej, ale to nic, tak musi być, żeby szerzej ogarnąć temat .


Taki właśnie los spotkał plastikowe pudełka po maśle orzechowym.


Hiacynty idealnie do nich pasują. Odcięłam tylko spód małych doniczek,  zeby korzenie miały więcej miejsca. Szybko rosną, przekwitną i za chwilę trafią do ogródka. Potem może znajdę inne małe kwiatuszki.


Tymczasem stoją w kuchni i w myślę, że tam zostaną.

W sumie od kilku ładnych dni, siedzę i kleję. Na deser poszła stara deska do krojenia. Latem wisiała na balkonie. Teraz wygląda inaczej, jak już mam serwetki i klej na pędzlu, to za jednym bałaganem, pomalowałam też deskę i przykleiłam serwetkę.. Trochę przedobrzyłam ale niech już tak zostanie.


Za dużo czerwonego ale myślę, że za jakiś czas i tak się rozpadnie bo jest pęknięta i zniszczona.

I to już wszystko, co ostatnio zmalowałam. Powoli trzeba wrócić do rzeczywistości .

Ciągnie mnie ostatnio do krówek, znaczy cukierków, nie tych na łące. Gdy jestem w sklepie, nie potrafię się oprzeć. Zawsze sobie tłumaczę, że organizm wie, czego mu potrzeba. Byle nie przesadzić z nadmiarem cukru.Wesele już w lipcu, mama pana młodego też musi jakoś wyglądać .
Za każdym razem, gdy siedzę z dziećmi przy kawce, rozmawiamy o ślubie. Niby wszystko załatwione ,a jeszcze zawsze coś do omawiania..

W obiad zaczęłam pisać a dopiero teraz kończę :) Była przerwa na kawę, na przytulenie wnuka i na rozmowy z dziećmi . Czas zająć się wreszcie inną robotą. Może prasowaniem .

Miłego wieczoru wszystkim życzę :)

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Szysia , Blogger