wtorek, sierpnia 27, 2013

Ciężarówką przez Anglię

Większość czasu spędziliśmy w Anglii. Jak zwykle też, największą atrakcją była dla mnie przeprawa promem :) Wjazd ciężarówką na pokład , a raczej pod pokład to niesamowite przeżycie.

Z Polski zawoziliśmy towar w głąb Anglii, wysoko na północ. Wiele kilometrów do przejechania, aż do bólu pośladków.
Sporo widziałam ale przez szybę. Na parkingach nie za wiele do oglądania ale za to była toaleta. Prysznice na serwisach  można było wziąć, na stacjach nie zawsze były.

Serwis w Anglii , dla ciężarówek kosztuje 30 funtów, wtedy można stać całą nockę. Jeśli się nie zapłaci to można przystanąć do 2 godzin. Mąż dostaje z firmy pieniążki na tunel czy płatne autostrady ale na serwis już nie starcza. Nocujemy zatem na" dzikusach". Zawsze wtedy pojawia się niepokój, czy aby ktoś nie potnie w nocy plandeki na naczepie i nie okradnie. Albo też paliwa nie ściągnie. Wiadomo, kierowca za to odpowiada.Stres.
Następne stresujące sytuacje to wyścig z czasem. Możesz jechać tyle i tyle godzin, przymusowo też trzeba robić przerwy. W razie złapania przez policję może być mandat gdy nie stosuje się do ilości godzin jezdnych.
Na radio słyszy się często teksty ;
- koledzy, zostało mi tylko 6 minut, (pół godziny, 10 minut...) Wiecie gdzie tu można w pobliżu zaparkować!
A parkingi dosyć rozrzucone, wszędzie nie da się stanąć. Najgorzej w nocy.
Wszyscy szukają noclegu... Mieliśmy ok 15 minut i wtedy trzeba było stanąć na noc. Pędziliśmy szybko by dojechać na parking. Udało się na dwie minuty przed czasem ale parking pełny.
Radio w ruch i zapytanie o wolne miejsce..
Całe szczęście, ktoś akurat kończył krótką przerwę i wcisnęliśmy w to miejsce. Ale wciskanie się z dupskiem ponad 30 ton ... Krótko mówiąc, mnie głowa bez przerwy latała, czy aby komus lusterka nie zabierzemy :)

Postój. Uwielbiałam te momenty. Zaciągamy firanki, kawka, herbatka, coś do jedzenia i włączamy laptop z filmem. Przed snem taki mały relaks.

Raz udało się nam nocować w miasteczku, na zakładzie gdzie następnego dnia mieliśmy być załadowani towarem. Wtedy też po kolacji poszliśmy sobie na zwiedzanie okolicy. Była tam też polski sklep.  Z radością wchodzimy bo a nuż uda się porozmawiać z kimś po polsku...
A tu Hindus stoi za ladą, do tego w turbanie :)
Niestety naszego języka nie znał.
Tam też zainteresował nas kościółek. Wyglądał na stary, chyba nie katolicki bo w środku styl podobny do kościółków ewangelickich, które widziałam w innym miejscu. Nie wiem, w sumie nieważne. Podobał mi się bo czuło się historię ludzi tutaj mieszkających. Jakaś aura przeszłości wisiała w tym miejscu. Nagrobki z 1800 roku, dziwne takie z dwoma tablicami, mniejszą i większą. Napisy wyryte z tyłu . Zresztą nie potrafiłam wykombinować gdzie przód, gdzie leży głowa a gdzie nogi. Plątał się tam też czarny kot. Zagadałam do niego i podszedł do mnie, potem towarzyszył nam cały czas. Próbowałam zrobić mu fotkę ale gdy tylko kucnęłam zaraz do mnie przybiegał.

Wewnątrz kościoła było nawet kilka stolików, jak w kawiarni. Kręciło się też parę osób, i kawę robili, coś jedli... hmm..:)
Ta czarna plamka na dole po lewej to ów kotek. Cały czas krążył w pobliżu kościoła.
tam też była furta, nie wiem dokąd. Moja wyobraźnia już zaszalała i wyobraziłam sobie, ze przez te drzwi , przechodzi się w inny świat, w  miejsce nieznane ale dobre, ciepłe i spokojne...:)

Pokręciliśmy się jeszcze troszkę po mieście i potem na kawusię do samochodu.
Uwielbiam dotykać starych murów. obdrapane cegły, żółte kamienie.. a wszystko nadgryzione zębem czasu.
Nie wiem dlaczego tak robię, chyba mam wrazenie , ze przez dotyk złapię jakiś obraz z przeszłości, może myśl kogoś już nieżyjącego, która błąka się jeszcze nad tym miejscem. Może śmiech, płacz, radość albo smutek. Lubię chłonąć wrazenia...



Do Polski ładowaliśmy towar w 7 miejscach. Miasteczka, miasta... wąskie uliczki i różnica w terenie spowodowały, że zjadły mnie nerwy. Czasami nie było jak przejechać, dojechać w miejsce załadunku. Za wąsko, za duzo samochodów po bokach, masakra jakaś. Aż mi ręce drżały gdy widziałam, ze do stuknięcia brakuje jedynie kilku centymetrów. To nie na moje nerwy.
Gdy już znaleźliśmy się w Niemczech to przestrzeń była cudowna. Nareszcie szeroko. Kocham autostrady :) Kocham luz w bioderkach :)
Posiłki robiliśmy sami , w kabinie gdy deszcz albo na dworze. Butla turystyczna, patelnia, garnuszek i posiłek raz dwa gotowy.
na promie mieliśmy normalny obiad bo kierowcy ciężarówek mają wliczone w bilet chyba. Bylo tam też kilka kobiet, które jak ja towarzyszyły swoim panom :)
Czasami było tak krucho z czasem, ze jedliśmy tylko 1 albo 2 razy dziennie. W zależności jak wychodziło z przerwami.
Jeśli kiedyś mąż wybierać sie będzie do Włoch albo Hiszpanii to też sie z nim przejadę. Do Anglii już nie chcę chyba, jak dla mnie za wąskie ulice w tych miasteczkach. Strasznie się bałam.
Mimo wszystko, czas spędzony razem nigdy nie jest czasem straconym. Przyglądałam się jak mąż całą noc prowadził, widziałam, ze ma czerwone oczy, że zmęczony na maksa. Na rano musieliśmy być na miejscu.
Ja o 6 rano dałam za wygraną , kulnęłam się do łóżka a on dalej ciągną przez szosę....
Ciężki kawałek chleba.


18 komentarzy:

  1. Ciężki kawałek chleba, to faktycznie tak jest, ale piękna relacja, śliczne zdjęcia, też uwielbiam dotykać starych murów... :) Droga pełna wrażeń i widoków, fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrażenia naprawdę super, mimo, że większość przez szybę :)

      Usuń
  2. Z jednej strony zazdroszczę podróży, a z drugiej nie wytrzymałabym tyle czasu w ciężarówce.. no i te stresujące sytuacje, to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stres jest to fakt, a w sumie siedziałam z boku. Jak wkurza się sam kierowca , nawet nie chcę wiedzieć :)

      Usuń
  3. Miałam okazję być też w Anglii mieszkałam nawet przez tydzień w takim czerwonym ceglanym domku na pierwszy rzut oka wydawały się wszystkie takie same ale jednak nie każdy miał przecież inną historię.Uwielbiałam te stare ciasne uliczki miałam wrażenie takiej przytulności.Myślę jeednak że ciężarówką też bym się bała.Cieszę się że miałaś okazję tam pojechać jak kiedyś będziesz miała okazję jechać do Włoch to się nie zastanawiaj tam są zaczarowane okolice...Na pewno macie teraz co wspominać no i takie podróże razem scalają rodzinę bo to naprawdę ciężki kawałek chleba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotka, pojadę jeśli będzie okazja, uwielbiam zaczarowane miejsca :)

      Usuń
    2. Zapomniałam jeszcze dodać... Załóż bloga i opowiadaj dziewczyno :))))

      Usuń
  4. Ważne że cali wróciliście do domciu :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baa... jak nie wracać gdy kochane dzieciaczki w domu czekają :)

      Usuń
  5. Super <3

    Dziękuje za odwiedzinki i zapraszam na dzisiejszy wpis: www.ilonastejbach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciężki kawałek chleba, ale fajne przeżycia:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Macie jaja, Kobiety :D Uwielbiam i podziwiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano 10 sztuk jajek zabraliśmy bo różnie to bywa ;)Dzięki

      Usuń
  8. Sliczne zdjęcia. I świetny blog.

    Zapraszam do mnie - http://sandra2413089.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bym chyba wybrała bardziej wygodny pojazd do podróżowania, ale jeśli sytuacja byłaby taka, a nie inna, to i ciężarówką można zdobyć kraj. Na pewno można wtedy zobaczyć Anglię z innej perspektywy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie wybrałabym inny pojazd :) To była decyzja chwili, impuls, zabrać się po prostu z mężem. Poczułam odrobinę tego , co on czuje podczas wykonywania pracy . A coś tam zwiedzić się udało, wiadomo, że nie tyle ile bym chciała :)

      Usuń

Za odwiedziny serdecznie dziękuję :) Każda wizyta i komentarz, sprawia mi wielką przyjemność. :) W miarę możliwości staram się odwiedzać wszystkich czytelników , tych , których znam i tych, którzy odwiedzają mnie po raz pierwszy. :)
Dziękuję i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Szysia , Blogger