czwartek, maja 26, 2016

Uśmiech czy grymas


Wczoraj rozstałam się z maleństwami. Do jednego domu poszły dwa kociaki, inna kobietka wzięła jedno kociątko. Tak ciężko rozstawać mi się z tymi łobuzami. Przecież nie jestem kociarą, wolę psy a jednak koty też chwytają za serce. Jedno dobre, że kotki poszły w dobre ręce, dom, ogródek i dobre serce . Będzie im dobrze.
Ale i tak mi ciężko. Mamuśka Bulma chodzi teraz i płacze, i zaś mi trudno to wytrzymać. Boli kotkę po stracie dzieci, boli i mnie z żalu nad Bulmą.
Jakbym nie miała ważniejszych problemów. Ech.
Ostatnie fotki kociąt mnie pocieszają. To wszystko jednak nie jest najważniejsze .


Mało mnie ostatnio. Wnuczek mnie absorbuje . Taki ruchliwy i wszędobylski. codzienne spacery bo pogoda piękna. Przesiadywanie w ogrodzie, trochę prac z zielskiem i inne sprawy.
Tatuś znowu w szpitalu, i to boli najbardziej. Na izbie przyjęć zawsze trzeba odsiedzieć kilka godzin. Nam było ciężko a co dopiero choremu człowiekowi. No ale badania potrzebują czasu niestety.
Wszyscy się martwią bo choroba jest nieciekawa. Cóż. Trzeba się z tym pogodzić, ale ciężko nam wszystkim. Podczas codziennych zajęć myśli podążają do taty. Zycie jest takie kruche.

Znajduję wolne chwile w ciągu dnia , nie mam chęci jednak , żeby skrobnąć coś na blogu, nie mam też chęci na książkę czy cokolwiek innego. Idę na taras z kawą i siedzę w zupełnej ciszy.
Tylko siedzę , myślę i nic nie robię. Może tego mi akurat potrzeba w tym momencie.
Z czasem smutek przejdzie, będzie i radość. W sumie jest, przecież życie to splot przeróżnych sytuacji.
Dobrych i tych gorszych. Tak musi być. Czasami też musi boleć, taka kolej rzeczy. Tylko mieć siły i przetrzymać. Swoją drogą, ile człowiek ma w sobie siły, nie mówię tylko o sobie , ale też o wszystkich, którym przyszło walczyć ze smutkiem, bólem i tragedią.
Jestem optymistką , to pomaga. Jestem też realistką, widzę rzeczy takimi , jakimi są, pomimo tego, że staram się czasami okryć przezroczystą powłoką nadziei, to wiem, że to tylko po to, żeby mniej bolało. Zdaję sobie sprawę z tego co jest pod spodem.
Trochę smucę dzisiaj.
Kiedyś mama mówiła, żeby wystrzegać się ludzi, którzy zawsze szczerzą zęby. Nie wiem czy ma rację, może tak, może nie. Nie potrafię być zawsze wesoła, nie potrafię być ciągle skwaszona czy smutna.
Jak mam się z czego cieszyć to się uśmiecham, jeśli jednak życie dowali, jestem smutna. Jeśli jestem wściekła to krzyczę, a jak mi odbije z radości , ryczę śmiechem. Tak chyba prościej. Ale też wtedy jestem czytelna dla innych ludzi. Z drugiej strony, jak mam doła i widać to po mnie, nikt mi przynajmniej nie truje o pierdołach bo mam w tej chwili ważniejsze sprawy na głowie.
Jeśli nie będę czytelna dla innych, będę ciągle w skowronkach, ludzie nie mają szansy by dać mi święty spokój, żebym się mogła w ciszy wyszamotać .
Wiecie co, lubię osoby z taką mimiką twarzy, że chociaż odrobinę daje się w niej czytać. Jest wtedy szansa, że nie urażę kogoś w nieodpowiednim momencie.
Czasami nawet daje się wyczuć nastrój , jakby aurę, no i myśli. To pomaga, przynajmniej nie zrobię gafy. Nie przepadam za maską na twarzy, chociaż możliwe, że bywają podwody, by taką maskę naciągnąć. Tylko, że w trakcie rozmowy, nie mam pojęcia, czy moje słowa docierają pod tą maskę czy nie. Tak trudno wtedy mi rozmawiać, że czasami daję sobie spokój.

Gorzej, gdy pod maską siedzi niechęć do mnie, skąd mam wiedzieć, że ten ktoś mnie nie lubi?
Niechby jasno dał sygnał grymasem czy jakimś innym gestem, nie będę wtedy fatygować.
Często odbieram ludzi instynktownie , na czuja, bo bywa, że da się wyczuć. Mam wrażenie, że jestem wtedy , jak zwierzę. Nie zawsze widzę należycie, czuję tylko.
To dziwne w sumie bo nie zawsze zdaję sobie z tego sprawę.
Kogoś instynktownie nie lubię, nie przepadam za nim. I chociaż staram się szukać pozytywnych cech u tego kogoś, niestety mnie odpycha. No i dlaczego? Nie wiem. Coś ktoś do mnie ma coś, czy co ?
Czy to dlatego tak działa?

Wczoraj przyjechała np. pani po te moje dwa kocięta. Spojrzałam na twarz i automatycznie polubiłam. Dobra dusza. No ale zła, nie jechałaby 100 km po dwa kociaki przecież. Rozmawiało mi się , jak ze starą znajomą koleżanką. Sympatyczna, zmęczona jazdą, zgrzana ale w twarzy było coś miłego, dobrego.
Wszystko możliwe, że mój instynkt może zawieść, ale póki co jak na razie niezbyt często się mylił.

Z drugiej strony, cieszę się, że nie potrafię czytać w myślach :)


Więcej nie gdybam, wnusio juz u mnie bo dzieci do kościoła idą. Czas kończyć poranne skrobanie .
Mam niezdrowe bułki do upieczenia, z dużą ilością E..
Raz na jakiś czas mogę, ani nie pomoże , ani nie zaszkodzi pewnie. Ale miałam ochotę :)
Miłego dnia :)


8 komentarzy:

  1. daj znac jak bedziesz miala jeszcze takiego jak na pierwszym albo drugim zdj:) chetnie wezme.. ja tez nie jestem ciagle wesola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo sterylizacja, no chyba, że już jest w ciąży i zabiegu nie będzie :)

      Usuń
  2. Znam to uczucie, kiedyś miałam koteczkę, która się kociła. Rozstawanie to ogromny ból. :( Co do mimiki, jestem za... Też nie lubię obłudy, fałszywych uśmiechów. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również pozdrawiam. Z uśmiechem :)

      Usuń
  3. Ty nie oddałabyś kociaków w ręce, jakich nie byłabyś pewna :) za dobrze Cię znam :*****

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami niektóre osoby potrafią sobie nas zjednoczyć, ale są strasznie fałszywe :(

    OdpowiedzUsuń

Za odwiedziny serdecznie dziękuję :) Każda wizyta i komentarz, sprawia mi wielką przyjemność. :) W miarę możliwości staram się odwiedzać wszystkich czytelników , tych , których znam i tych, którzy odwiedzają mnie po raz pierwszy. :)
Dziękuję i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Szysia , Blogger