czwartek, kwietnia 06, 2017

Przy porannej kawie- Pięćdziesiątka i makijaż


Moja babcia zawsze powiadała - Im kobieta starsza, tym makijaż musi być delikatniejszy.

Myślę, że coś w tym jest.
Mam swoje zasady , swoje ulubione kolory i przyzwyczajenia. Przyznam, że trudno przychodzi mi zmiana  koloru cieni, szminki, czy sposobu malowania. Może inaczej już nie potrafię. Nie znam się też na trendach, nie bardzo śledzę , jaki makijaż modny w danym sezonie. Chyba z tego po prostu wyrosłam. Nie przesadzam z ilością kosmetyków w łazience, bo z doświadczenia wiem, że jak będę ich miała za dużo, po prostu będą leżeć. Kiedyś tak miałam ze szminkami. Zakupione, bo kolor mi się podobał a potem nie używałam, szminki jełczały i trzeba było wyrzucić.
Dodam tylko, że makijaż to indywidualna sprawa i nie mam zamiaru nikomu nic dyktować. Nie jestem kosmetyczką ani wizażystką. Jestem zwyczajną kobietą w średnim wieku.
Opisuję tylko, jak to u mnie wszystko wygląda.

Co tam mamy na twarzy po pięćdziesiątce ?
U mnie to, co następuje;
- zmarszczki mimiczne
- zmarszczki niewiadomego pochodzenia
- pogłębione bruzdy przy nosie
- farfocle, pudy (falujący zarys twarzy )
- rozszerzone naczynka
- rozlane piegi albo plamy, piorun wie co to
- dziwne owłosienie

O szyję nie zahaczę bo na nią nie mam rady. Wisi , jak się jej podoba. Niezbyt jędrna i niemiła dla oka.

Grzechy;
- Nie przepadam za chodzeniem do kosmetyczki. Co jakiś czas idę wyregulować brwi i pozbyć się wąsika. Czasami manicure i pedicure. To częściej latem.
A powinnam od czasu do czasu oczyścić konkretnie twarz, zadbać o skórę.


To taki z tych większych grzeszków. Może są i inne o których nie wiem, albo nie pamiętam w tym momencie.

Staram się systematycznie robić peeling enzymatyczny i nakładam maseczki. Przede wszystkim chcę nawilżyć skórę.

Co jest podstawą dobrego makijażu?
Jak dla mnie - dobry krem. I to krem na noc.
Byle dopasowany do naszej skóry. Nie musi być drogi, ważne by działał. Chociaż na kremie staram się nie oszczędzać. Na niezbyt gładkiej skórze, mało nawilżonej, makijaż wygląda nieciekawie. Gdy skóra zdrowa to i kobieta promienieje.
I tego staram się trzymać.

Gdy byłam młoda, lubiłam się opalać. Może te plamki pigmentu, naczynka, i inne nieciekawe sprawy, to przez opalanie. Kto wie.
Teraz już nie leżę plackiem na słońcu. Jeżeli twarz się opali, to tylko w ruchu, podczas prac w ogrodzie albo spacerów. Czasami nawet noszę kapelusz.
W sumie opalam się szybko ale twarz zawsze bledsza. Wtedy do akcji wkracza samoopalacz.
Byle nie za mocno, takie cuda już widziałam i nie wygląda to ładnie. Samoopalacz ma w końcu troszkę inny odcień.

Co robię ze zmarszczkami?
W sumie nic nie robię. Wklepuję krem i tyle. Zrezygnowałam już z korektora bo tylko podkreśla zmarszczki u mnie. Chociaż robiłam to delikatnie i w niewielkiej ilości. Tak samo zbyt wielka ilość podkładu. Dochodzą jeszcze mocne okulary + 4,75.
Nie trzeba wyobraźni, by wiedzieć , jak to wygląda. Wszystko mocno powiększone.
Dlatego staram się nie przesadzać z podkładem.
Podkład oczywiście dobrany do skóry, w miarę kryjący. Z tym to jednak różnie bywa, wiadomo, zanim się nie posmarujesz,  to nie wiesz co wyjdzie..
Skórę mam suchą ale nos i czoło zawsze się świeci.

Kiedyś chciałam być idealna, ładnie umalowana, z ładnym okiem i matową skórą.
Dzisiaj myślę już inaczej.
Zmarszczek będzie tylko więcej, choćby nie wiem , jak się starać. No i dobrze. Nic nie wymyślę.
Dobry krem sprawi, że można to w miarę spowolnić.
I najważniejsze, doszłam do tego, że mogę sie świecić. I tak tego nie ogarniam.
Wiecie kiedy  to się stało?
Pewnego, letniego i gorącego dnia, ujrzałam idealnie matową panią z mocnym makijażem.
Wszyscy dookoła spoceni, rozgrzani i świecący , a jedna pani matowa. Troszkę , jak w masce.
Dziwnie to wyglądało, ale może ja się nie znam. W każdym razie mało naturalnie.

Zatem jaki makijaż, zależy od pogody. Nie licząc oczywiście imprez, spędów i potańcówek. To już inna kategoria.

Lato;

Zakupy, wyjście do miasta;
-Delikatnie nałożony podkład, puder mineralny, czarne rzęsy, roztarta, czarna kreska, którą rozcieram ciemniejszym cieniem. Czasami tym niebiesko stalowym, czasami tym do brwi i jasna szminka. Odrobinę brązu kładę na powieki bo opadają. Czasami musnę policzki opalonym brązem w kulkach.
Perfumy

Przy wielkich upałach, gdy twarz już trochę opalona, bywa, że maluję tylko rzęsy . A podkład tylko tam, gdzie widać naczynka. Do tego błyszczyk albo szminka. Perfumy

Gdy przychodzę z zakupów, zmywam makijaż. Podczas upału lubię być goła na twarzy. Mogę wtedy spokojnie opłukać się chłodną wodą  gdy jest mi gorąco.

Gdy pracowałam , makijaż był niezbędny. Podczas upałów , strasznie mi przeszkadzał.
Dziwne, bo gdy byłam młoda, nie miałam z tym problemu.

Wyjazd nad wodę, plażę. Makijażu brak. Perfum też nie używam.
Pamiętam, że kiedyś taka mądra byłam, pojechaliśmy nad morze. Chciałam być ładna i podkład nałożyłam,   plamki tak mnie drażniły.
Wszyscy wróciliśmy pięknie opaleni, ja też. Tylko , że jak zmyłam fluid z twarzy, wyskoczyła spod niego przeraźliwie biała maska. Wyglądałam co najmniej dziwnie. Od tego czasu, na plażę zabieram to co Bozia dała. Zmarszczki, plamki i co kto chce. Nikomu nic do tego a mnie jest o wiele wygodniej. No i nie muszę pływać z wyciągniętą szyją, żeby twarzy nie zamoczyć.
W zasadzie zmarszczki mi nie przeszkadzają, bardziej drażnią mnie nierówności w kolorycie skóry. Co zrobić, jak się tak trafiło. Fajnie by było mieć ładną skórę ale, jak nie ma, to trzeba się cieszyć z tego co jest.

W inne pory roku maluję się w zależności od sytuacji. Przeważnie jest to podkład, puder mineralny, zaznaczone policzki, roztarta kreska na górnej powiece i te dwa cienie, które widać na zdjęciu. Ten niebieski podchodzi po szary. Czasami tylko brąz. Potem rzęsy i przeważnie czerwona szminka w odcieniu chili. Czerwona szminka nawet na co dzień , chociaż wtedy nakładam ją palcem i rozcieram bo wygląda naturalniej i delikatniej. Brwi też maluję odpowiednim cieniem.
Ogólnie brwi skróciły się. Myślę, że to od spania na boku, po prostu wycierają się.
Dobrze, że nie siwieją ale za to lubią stawać na sztorc . Trzeba się przy nich napracować.

Do czesania brwi używam małej szczoteczki, przed wyszczotkowaniem nakładam na nie odrobinę pianki do włosów,wtedy ładnie leżą. No chyba, że mam do tego odpowiedni kosmetyk. Nie zawsze jednak jest u mnie na stanie.




Na tych 2 zdjęciach jestem bez makijażu. Jest gorące lato i zostając w domu nie maluję się . Kiedyś robiłam makijaż z samego rana, nawet jeżeli nie planowałam wyjścia. Teraz wygodniej mi z nagą twarzą, chociaż może powinno być inaczej.
Tutaj widać wytarte brwi. Skróciły się , nawet nie wiem kiedy.  Kręgi pod oczami w zasadzi nie znikają nawet pod podkładem. Ale wolę mieć kręgi czy cienie, niż zbyt grubo nałozone mazidło, mocno widoczne pod okularami.


Tutaj tylko odrobina podkładu, czarne rzęsy i szminka. Zapomniałam o brwiach. Zmarszczek na szyi nie udało się zlikwidować, Nakładam na nią tylko krem ale . Zawsze się mówi, że wiek kobiety można poznać po szyi i po dłoniach. No i jest to prawda.



Na tej fotce makijaż zbyt mocny. Chciało mi się bawić ze sztucznymi rzęsami.  Twarz jest zbyt gładka ale to dlatego, że telefon upiększył. Pewnie miałam włączone. Normalnie tak gładko nie wyglądam. Na zdjęciu nie widać ale rzęsy przykleiłam krzywo, po prostu źle widzę i tak wyszło
Sztuczne rzęsy nie spodobały mi się, ciężko mi na oczach, zasłaniają mi widok i dają za duży cień,  i mam wrażenie, że wyglądam jak krowa na łące wywracająca oczami.
W lipcu i wrześniu mamy wesele. Chciałam coś wykombinować, żeby było inaczej. Tak się zastanawiam, czy nie skoczyć do kosmetyczki,  jak będzie z kępkami, może zwykłe zagęszczenie rzęs będzie ładniejsze. Ale najpierw trzeba to wypróbować.
Chodzi o to, że mocniejszy makijaż na weselu, lepiej wyjdzie na zdjęciach.
Wiadomo, tańczy się, skacze, człowiek się spoci i mam głupią modę wycierać pot z twarzy po tańcu. Makijaż wtedy szybko znika.
Niech nikomu nie przyjdzie do głowy wycierać się po tańcu, czerwoną serwetką leżącą na stole. Małpa farbuje :)


Małe podsumowanie.

Na co dzień maluję się delikatnie. W zasadzie dlatego, że nie mam na to czasu, ciągle się spieszę. Dlatego, że mi się czasami nie chce, i dlatego, żeby nie było zbyt wielkiej różnicy, gdy makijażu brak. Ludzie myślą wtedy, że chora jestem.

W moim wieku nie robię też ostrych kresek. Po pierwsze opadające powieki i tak ją częściowo zasłonią, po drugie, ostro obrysowane oko za bardzo strzela , twarz robi się jędzowata. Na dolnej powiece przeważnie tylko ciemny cień. Na imprezy zaznaczam mocniej ale też rozcieram.

Zbyt wiele podkładu , nawet jak jest bardzo dobry, potrafi być widoczny po jakimś czasie. W ogóle latem. Do tego dochodzi delikatny włos na  twarzy, brzoskwinka. Lepiej jej nie drażnić.
Broń Boże szablon na brwi, kiedyś próbowałam. Wyglądałam prawie, jak Frida Kahlo.

Maluję się coraz mniej. W sumie podkreślam mocniej lub delikatniej, w zależności od potrzeby.

Bardzo wymalowana twarz, taka piękna i naciągnięta, strzela w zestawieniu ze szyją.

Trzeba się po prostu przyzwyczaić, że czas powoduje zmiany. Zmarszczki są ok. Chodzi tylko o to, żeby w miarę możliwości wyglądać dobrze, odpowiednio do sytuacji.
Wszystkiego nie zakamufluję, nie ma takiej opcji. Nawet nie chcę. Do chirurga też nie pójdę.W sumie przydałoby się coś z nosem zrobić, klucha taka . No ale taki mi się dostał .


Dbać o siebie trzeba, nie przesadzam jednak, nic na siłę. Bardziej stawiam na dobry krem i maseczkę.

Może jeszcze ruszę do kosmetyczki na odświeżenie. Może.

Rozpisałam się dzisiaj. Nie wiem dlaczego, taki a nie inny temat wybrałam.
Może dlatego, że są kobietki, które nie malują się w ogóle. A ja myślę, że warto. Nie z przesadą i zaraz po wstaniu z łóżka, niekoniecznie. Ot tak dla własnego , dobrego samopoczucia. Makijaż potrafi wiele zmienić. Nawet lepiej postrzegam siebie samą, czuję też większą pewność siebie.

Zadziwia mnie tylko jedno. Gdy byłam młoda , bez makijażu nie wyszłabym z domu. A przecież wtedy nie było aż tak wielkiej potrzeby, żeby się upiększać. Zero zmarszczek, plam i i innych pierdołów na twarzy.
A teraz, po pięćdziesiątce, czasami się nie chce. Czyżby wygoda? Czy może inne rzeczy stały się ważniejsze. Troszkę inaczej myślę, niż kiedyś, zmieniło się podejście do życia. Bardziej stawiam na szczęście , miłość i ciepło, niż na wygląd. Na spokój i radość. Na uśmiech i zdrowie.
Czasami jednak trzeba  pociągnąć rzęsy tuszem . Może już teraz, w zaciszu domowym niekoniecznie, chociaż pewnie byłoby to bardziej pożądane niż za młodu, ale wychodząc na miasto , jak najbardziej.



Kawa się skończyła, to już druga dzisiaj. Za chwilę śniadanie. Oj niezdrowo kobieto się prowadzisz .
Nie potrafię tego przeskoczyć. O wczesnej porze, śniadanie mi nie smakuje. I tak od lat. Pewnie zapłacę kiedyś za to zdrowiem.
No nic, miłego dnia kochani :)
















16 komentarzy:

  1. wiesz co? uwielbiam Cię! Ty nawet takie prozaiczne rzeczy opiszesz w taki sposób, ze człowiekowi gęba śmieje się sama :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki jakiś dziwny humor miałam od rana. I też Cię lubię dziewczyno :))

      Usuń
  2. Tak bpatrzę na te Twoje zdjęcia i stwierdzam, że piękna kobieta to w makijażu czy bez wygląda cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, jak mogę w miarę dobrze wyglądać , no dziękuję :) Dla pewności nie zakładam okularów , gdy patrzę w lustro, jestem wtedy prawie idealna i mam dobry humor :))

      Usuń
  3. Ładnemu we wszystkim ładnie. W "ubranku" na twarzy, czy bez i tak jesteś ekstra! :D Masz rację z tym, że nie można sobie zrobić "maski".
    Myślę, że człowiek jest szczęśliwszy, gdy się takimi pierdołami nie przejmuje. Tak trzymaj! :D Buziaki siostrzyczko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie , już teraz nie przejmuję się zbytnio, jednak czasami, na wyjście, makijaż nakładam :)

      Usuń
  4. Cudowny wpis, aż chce się czytać do ostatniej kropli. W sumie żeby osiągnąć ten poziom pogodzenia, harmonii i dystansu trzeba dotrzeć właśnie tutaj... Dojrzałość jest piękna... piszę to jako świadoma i dojrzała kobieta :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Dojrzałość jest piękna, chociaż przyznam, że kiedyś tak nie myślałam. :)

      Usuń
  5. Pani opis dotyczący zmarszczek, bruzd itd w ogóle nie pasują do wyglądu. Jest Pani przepiękną kobietą. Niejedna chciałaby tak wyglądać po 50-tce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To , jak wyglądamy, w pewnej mierze mamy w genach . Plus dbanie o siebie. Zmarszczki są, najgorzej na szyi, zawsze jednak mogło być gorzej :)

      Usuń
  6. Jesteś piękną kobietą! Po tym opisie bruzd... zmarszczek... owłosienia itd...wyobrażałam sobie niewiadomo jaką babę :-) A jesteś piękna - wyglądasz super - także bez makijażu... Niejedna chciałaby wyglądać "w tym wieku" tak jak Ty... i mówię to jako świadoma, dojrzała kobieta, która lada chwila skonczy 60 lat. Tak trzymaj! Swietny post :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna kobieta, życzę dużo radości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pieknie :)
    Obserwuje i zapraszam do mnie :http://zapteczkifarmaceutki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna kobieta z Ciebie! obserwuje:)

    OdpowiedzUsuń

Za odwiedziny serdecznie dziękuję :) Każda wizyta i komentarz, sprawia mi wielką przyjemność. :) W miarę możliwości staram się odwiedzać wszystkich czytelników , tych , których znam i tych, którzy odwiedzają mnie po raz pierwszy. :)
Dziękuję i zapraszam ponownie :)

Copyright © 2014 Szysia , Blogger